piątek, 22 listopada 2013

Kwestia szczescia


- Frau Kramer! Frau Kramer!
Beder nie robi różnicy -
każda nauczycielka to Frau Kramer.
Ja tez.
- No co tam, Beder?
- Syria - bum bum bum!

Przyglądam się mu dłuższą chwile.
Chaule i Dzihad, młodsze rodzeństwo Bedra,
wyczuwają moje zainteresowanie.
Zaczynają opowieść wspólnie,
przekrzykując i przebijając się nawzajem. 
Każdy gwiazdą tego smutnego przedstawienia
być chce. Każdy, zszokować najbardziej...

niedziela, 17 listopada 2013

Jak ma na imie twoje dziecko?


Kevin, Chantal...
to nie imiona, to diagnozy ;o)
Tak kiedyś palnął ktoś.
Czy racje miał?

Dlaczego dzwony mi w głowie
na alarm biją, jak słyszę,
ze jakiś John w mojej klasie jest
albo Mike?
Dlaczego podejrzliwa się robię
od razu, jak dziecko imieniem
Amidala przedstawia się?
I dlaczego z ulgą oddycham,
jak Kathariny, Leny i Jany
w klasie siedzą?

Uprzedzenia?
Czy wynik doświadczeń wielu?

środa, 13 listopada 2013

Zgubiona


 Chyba męski umysł mam.
Albo nauczycielski na wskroś.
Dzięki mnie gubimy się
zwiedzając obce strony.
Dzięki mnie odnajdujemy się znowu.
Czas tracimy,
trzy razy się pokłócimy,
ale okolice widzimy,
których w żadnych przewodnikach
nie ma.

Zamiast o drogę zapytać,
cierpliwie poczekać
jak normalni ludzie...
w Himalaje bez mapy bym poszła ;o)
Bo kompas w głowie mam.
I ryzykować lubię zbyt...
zbyt bardzo czasami.


środa, 6 listopada 2013

Kowalem jestes




Taką historię ostatnio słyszałam:
Syn dorosły do mamy po prośbie przyszedł.
Żalić się zaczyna, że na remont nie starcza,
że okna zamówił i zapłacić nie ma jak...
I jak ten spaniel matce w oczy patrzy.
Czeka. Na pomocy ofertę.
Matka nie czai niby.
Więc syn dalej zawodzi:
Że brat jego na wszystko pozwolić sobie może,
a on taki biedny...
I matka mu wtedy rzecze:
Synu, nikt ci nie bronił się uczyć.
Nikt na drodze nie stał.
Brat twój zaś latami pilnie się uczył,
więc go teraz stać.

piątek, 1 listopada 2013

Majorka - hiena cmentarna



 Hieny na cmentarzu hiszpańskim były.
Nie, to nie hobby nasze.
A na wakacjach już w ogóle!

Ale tak jedziemy...
te cmentarze nam tak w każdej
wiosce migają za oknem...
W końcu mąż mój myśli głośno:
Cos z tymi cmentarzami nie gra.
Chodź, zajrzymy.

Z piskiem opon hamujemy wiec,
aparat bierzemy i idziemy hienic.
I faktycznie cos nie teges.