wtorek, 26 sierpnia 2014

Ceny na Praterze


Przyjechaliście do Wiednia.
Z dzieckiem. Albo lepiej. Z dwójką! 
Zapewniliście dzień pełen wrażeń w Schonbrunnie.
Jechaliście karocą, kupiliście loda i gadżecik.
W międzyczasie sprytnie przemyciliście
wizytę u mistrza Hundertwassera i być może nawet
w Hofburgu czy muzeum jakimś innym byliście.
Dziecko wasze na medal się spisało,
Na koniec obiecaliście mu wszak, że jak grzeczne będzie,
to na karuzele pojedziecie!


Sprawę grzeczności każde z was potraktowało subiektywnie,
na koniec jednak, nie chcąc robić z dziecka idioty, słowa dotrzymaliście. 
Wybraliście się na Prater.

Dzień wcześniej wrzuciliście na wyszukiwarkę hasło
PRATER + CENY
żeby się upewnić, że nie będzie tak źle i
że was stać.
Obiecaliście sobie, że postaracie się nie spłukać,
żeby na benzynę jeszcze starczyło.
Bo do domu jakoś wrócić trzeba, nie?

Nadszedł ten dzień.
Wasze dziecko już o szóstej było rześkie jak skowronek
i w pełnej gotowości, z plecakiem, oczekując przy drzwiach.
Wasz entuzjazm trzymał się w granicach.
I tak o dziesiątej pojawiliście się wreszcie w parku.
Wy - przerażeni (ile to wszystko kosztuje!)
Wasze dzieci - zdezorientowane (od czego zacząć?)









W celu opanowania paniki zaordynowaliście spacerek
w celu rozeznania sytuacji (ile tego cholerstwa tutaj jest,
ile kosztuje, jak się ewakuować, odciągnąć dzieci od tych diabelskich atrakcji, jak zmęczyć tanim kosztem).

Wasze najgorsze przypuszczenia potwierdziły się:
Prater jest drogi.
Karuzele przestarzałe, o uroku odpustowo-jarmarkowym.
Każda przejażdżka kosztuje 3-5 euro.
Zaciskacie zęby. Płacicie...
Dziecko szczęśliwe. Wy trochę mniej.

Na Diabelski Młyn całą rodzinę ciągniecie,
bo to przecież atrakcja obowiązkowa!
(I znowu płacicie płacząc)
Wagoniki wielkie, jak kontenery. 
Z ławeczką pośrodku. 
I choć na ławeczce mało kto siedział będzie,
tylko od szybki do szybki z aparatem gonił,
to najpierw każdy właśnie siedzieć chce!
I nie daj Boże, ktoś stanie przy oknie i 
siedzącemu widok przysłoni! Panie! Odejdź pan w bok!
Ale skoro tylko młyn ruszy się, 
na ławeczce już tylko torby siedzą...

Kontener unosi was na wysokość zawrotną
(czy oby wszystko dobrze umocowane jest?).
Przezwyciężywszy pierwszy strach spoglądacie nawet w dół.
I zdjęcia nawet cykacie! Ba! Dostrzegacie, że kontener pod wami
jest wagonem restauracyjnym!. Takim na romantyczne kolacje przy świecach. Takim, z którego tak łatwo umknąć się nie da, gdyby ona pierścionka przyjąć nie chciała, a on chamem okazał się... Nie wspominając o zwykłych potrzebach fizjologicznych...

Przejażdżka kończy się szybko. 
Zbyt szybko, jak na cenę.

Więc może by tak jeszcze do Madame Tussaud
na te słynne figury woskowe?
Wchodzicie... i odwracacie się na pięcie.
Aż tak nie musicie tych wosków widzieć.
Nie za tą cenę...

Cóż wiec teraz?
Z dzieckiem na atrakcje przestarzałe,
ceniące się jak wszystko co vintage czy retro ;)
Już nie liczycie, nie przeliczacie.
Nie o to bowiem chodzi.
Tu bawić się macie, miło dzień spędzić.
Płakać będziecie potem.
Jak bilans w domu zrobicie ;)









***
Informacje praktyczne

Ceny na Diabelski Młyn:
dorośli - 9 euro
dzieci do 14 lat - 4 euro
dzieci do 3 lat - gratis

Ceny u Madame Tussards:
dorośli - 19,50 euro
dzieci do 14 lat - 15,50 euro
dzieci do 3 lat - gratis
Kupując bilety przez internet oszczędzacie 30%

4 komentarze:

  1. wyprawa dla której trzeba świnkę skarbonkę rozbić :)
    byłaś zobaczyłaś i na liście odhaczyć można!

    OdpowiedzUsuń
  2. I ja znów, tradycyjnie, wtrącę się językowo... ;-)

    Nie wielki młyn, a diabelski młyn :-) Wielki młyn oznaczałoby młyn, który jest wielki. Diabelski młyn karuzelę, czyli Riesenrad.

    A Wiedeń jakiś czas temu też był atrakcyjny dla mnie ze względu na Prater. Teraz takich parków nie znoszę. Wiem, że z dzieckiem w wieku Twojego zbyt dużego, wyboru nie ma, jeśli wśród karuzeli już się stoi ;)

    pozdrawiam!
    lolka

    OdpowiedzUsuń
  3. Errata.
    jest: ,wyboru
    ma być: wyboru

    lolka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za korekty. Tradycyjnie poprawiam :)

      Usuń