Dienstag, 9. September 2014

Pierwszy dzień szkoły - szkoła w Niemczech



Kochana Saro,
już niedługo zacznie się szkoła.
Na pewno już się cieszysz. 
Będziesz chodziła do kl. 1a.
Ja nazywam się XX i jestem twoją wychowawczynią.
Czekam już z niecierpliwością na pierwszy dzień szkoły, kiedy to spotkam się z Tobą i innymi dziećmi z naszej klasy.
Nasza klasa liczy 14 dzieci. 
Większość z nich znasz już na pewno z przedszkola.


Być może byłaś gdzieś na wakacjach i przywiozłaś ze sobą coś fajnego? 
Jeśli chcesz, możesz przynieść to ze sobą pierwszego dnia szkoły i opowiedzieć nam o tym. Albo namaluj obrazek i opowiedz nam, co namalowałaś.
Jeśli chcesz, przynieś ze sobą swoją ulubioną zabawkę i przedstaw ją nam.

Cieszę się bardzo, że będziesz w mojej klasie.
Twoja nauczycielka...
XX


Taki list pod koniec wakacji dostało każde dziecko, 
które miało rozpocząć naukę w szkole. 

No a dzisiaj nadszedł w końcu TEN dzień.
I był on zupełnie inny od tego, czego spodziewa się polski rodzic. Można by nawet powiedzieć, że niejeden być może by się zgorszył, że tak nieapelowo i niegalowo było?

Nie było żadnego stania w równym rządku. Nie było poczta sztandarowego, ani pieśni szkoły. Dyrekcja nie przemawia nie okupowano sali gimnastycznej... Nawet dzieci nie były ubrane na galowo. Ani czarno-biało, ani granatowo-biało, ani w mundurku, ani z krawatem...
No to jak?

Zwyczajnie...

Rozpoczęcie roku w niemieckiej szkole wyglądało tak:

Najpierw cała szkoła, rodzice z pierwszoklasistami oraz grupy przedszkolne zgromadziły się kościele.
Nie, nie na mszy.
Trochę to nabożeństwo było, trochę akademia, trochę rytuał powitania pierwszoklasistów.
Z nabożeństwa pozostały piosenki (na gitarach przygrywały nauczycielki), Ojczenasz oraz ksiądz z błogosławieństwem ;o)
Z akademii - krótki happening: Dzieci z ambony czytały, kto należny do ich szkoły, a inne dzieci przynosiły puzzle z podobiznami wyliczonych osób i je składały do kupy. Na koniec tej wyliczanki pierwszaki dołączyły puzzle ze swoimi zdjęciami - i mozaika była gotowa.





I w sumie tyle. Pół godziny i po krzyku.

Część druga - w szkole.



Podczas gdy starsze klasy i przedszkolaki wróciły do swoich baz, dla pierwszaków odbyło się krótkie przedstawienie przygotowane przez klasę drugą
Nie w jakiejś sali gimnastycznej, tylko zwyczajnie - w klasie muzycznej (takiej ze sceną i headsetami).



Część trzecia - minuta dla prasy.
Dzieci zostały sfotografowane i w przyszłym tygodniu będzie je można podziwiać 
w gazecie lokalnej.



I tu wreszcie widać czarno na białym, co Niemcy myślą o ubraniach "na galowo" ;o)
To nie Francja. Niestety.
W Niemczech większość dzieci w pierwszym dniu szkoły nie wygląda inaczej niż na codzień. Dżinsy, sweterki, t-shirty, cała gama kolorów. No i te pstrokate rożki. Niemiec się nie spina, luz i niezależność ceni.
Styl? Klasa? To raczej nie w tym kraju.
Styl Niemca jest jak sztandarowe marki niemieckie: 
Esprit i S. Oliver. Bez polotu, prosto, praktycznie.



Ostatni punkt programu: Pierwsza lekcja.
Emocje na zenicie. Razem szukamy klasy, rozglądamy się,
dzieci - z dużą dozą niepewności - zajmują miejsca.
I w końcu wychowawczyni wyprasza rodziców
i zaczyna się szkoła.



Resztę znam już tylko z euforystycznej relacji. ;o)
Dzieci dostały szafki, gdzie zostawiły komplety swoich książek.
Jakieś urodziny były.
No i pierwsza praca domowa.
Malować mają rożki swoje.
Oby wszystkie prace domowe były robione tak ochoczo 
jak ta z pierwszego dnia szkoły.


Kommentare:

  1. Normalnie padłam jak przeczytałam ten list. Jejku jak miło!
    To u nas był apel, baczność, do hymnu, na sali gimnastycznej tłok i ścisk, oddychać nie było czym.
    Później wyprawa do sal, szukamy naszej: I a, I b, I c, d, e, f, g, h, i (Poli klasa), j, k, l, ł, m, n, o. Taka sytuacja, w każdej po 25 osób, w każdej po 8 dziewczynek.
    A co jest w tym rożku?

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Naprawde tyle pierwszych klas? W szoku jestem.U Nas jedna ;)Ale 28 dzieci...ale dwie Panie.Jedna ze stazem 16 letnim, druga jako pomoc swiezo po studiach.

      Löschen
    2. Warszawa jest niesamowita pod tym względem! U nas dzieli się klasy, jak jest więcej dzieci niż 25. Bo to już za dużo ponoć, jak na podstawówkę :D

      Löschen
  2. W Belgii podobnie.Choc nie...tu normalny dzien.Dzieci ubrane jak na co dzień.Lekcje także normalnie.Nie było apelu , witania...od dzieci poszły do klas.Pani po nie wyszła jak zwykle to czyni.
    Sara pieknie wyglada jako uczennica ;)

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Dla mnie, po polskich doświadczeniach, takie rozpoczęcie roku jest dziiiiwne. Bo jakiegoś odświętnego akcentu by się chciało. A nie tak, po prostu, z marszu... :)

      Löschen
    2. No z naszych czasow bylo inaczej.Pasowanie na pierwszaka tez bylo uroczyste i dzieci przezywaly.Faktycznie troszke brak tej tradycji.

      Löschen
  3. Wydaje mi się, że dla dziecka jednak lepiej, jeśli jest ubrane w proste, miękkie i praktyczne rzeczy (kindgerecht), a nie falbany, bluzki z kołnierzykiem i sztywne lakierki, których absolutnie nie wolno ubrudzić. Osobiście nie przepadam, gdy z dziecka próbuje się zrobić małego dorosłego i wpakowuje go w ubrania dla dorosłych w wersji xxs. Wg mnie z perspektywy dziecka lepiej, by w tym dniu mogło ono czuć się wygodnie i być sobą, by móc skupić się na nowej sytuacji (nowych wrażeń w tym dniu nie brakuje) a nie na tym, by biała bluzka pozostała biała.

    Ostatnio słyszałam historię z Polski, dziewczynka w pierwszym dniu szkoły pierwszej klasy została postawiona na lekcji religii przez księdza do kąta (!!!), bo zapytała w trakcie lekcji o coś koleżankę (!!!). W takich sytuacjach wiem, jak dobrze mamy, że żyjemy w De. I przeraża mnie i autentycznie smuci, w jakim stanie jest pedagogika w Polsce.

    lolka

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Smutne to jest generalizowanie! Ile osób tyle doświadczeń. Naprawdę można pisać o każdej niepolskiej szkole tylko w superlatywach, a ta polska zawsze jest zła?? U mojej córki nie było apelu, sztandaru, i nie było też obowiązku wkładania białej bluzki i sztywnych butów, nikt tego nie nakazał. Niemniej jednak chyba warto w taki sposób zaznaczyć że ten dzień jest dniem szczególnym, bo zaczyna się coś nowego, szczególnego, przez wiele dzieci wyczekiwanego. Ale oczywiście ile wypowiedzi, tyle opinii.

      Löschen
    2. Nie trzeba przesadzać ale to jest wyjątkowy dzien. Może źle myślę ale lubie jak są ubrane elegancko. Ja też pamiętam chrzest to rodzinka pod krawatem itp a przed nami i za nami rodzice w jeans i dzieci w spioszkach. A jak teraz oglądam fotki to wiem że był cudowne dzien i tylko raz to było. No tak jak kto lubi

      Löschen
    3. Moja córka, jak by mogła, chodziłaby w tej plisowane spódnicy na codzien. I w lakierkach jakichś! Ona lubi na elegancko i trzeba zawsze pertraktować, żeby ubrała się po prostu wygodnie. Mozna i tak ;-)

      Löschen
    4. Nie wydaje mi się, żebym bardzo generalizowała, w każdym razie nie więcej niż inni komentujący. Przykłady-stereotypy na to, że w De na luzie i swobodnie, a w Pl elegancko pojawiły się chyba w każdym z powyższych komentarzy.

      Fajnie, że córka Hieny może założyć, to co chce. Ale pytanie dlaczego wybiera lakierki i plisowaną spódnicę. Ktoś ją jej kupił i powiedział, że to na specjalne okazje i pokazał, że bycie eleganckim jest fajne. Nie neguję tego, chcę jedynie zaznaczyć, że dzieci uczą się przez naśladownictwo i że lubienie przez sześciolatkę eleganckich strojów nie jest chyba do końca "naturalne", a wynika z jej obserwacji.

      U.LA - każdy zaznacza ten dzień, jak chce. Komuś wystarczy sam dzień i rożek, którego na co dzień się jednak nie dostaje. Poza tym dzieci na zdjęciach są schludnie i ładnie ubrane (sukienki, rajstopy, a nawet koszule), jednakowoż pozostają w konwencji stroju dziecięcego.

      To, że w PL elegancko na rozpoczęcie roku oznacza czarno-biało i lakierki jest jakimś utartym w PL zwyczajem. Oczekując, że w innych krajach słowo odświętnie będzie rozumiane tak samo oznacza, że to my nie jesteśmy w stanie oderwać się od naszego wyobrażenia o tym dniu i przenosimy nasze oczekiwana i wyobrażenia na innych. (W tej sytuacji jest to oczywiście zredukowane do gadania o tym, więc jest to niegroźne ;)) ).

      Inna kwestią pozostaje pytanie, dlaczego tak naprawdę ubieramy się elegancko? Czy aby na pewno dlatego, by podkreślić wagę i odświętność danego dnia? Mam wrażenie, że chodzi trochę też o to, by się zaprezentować przed innymi i o to, co ci inni powiedzą. Na wsiach (a pochodzę z mega małej wsi) takim odświętnym dniem jest niedziela i pójście do kościoła, gdzie kobity chodzące na co dzień w "podomce" zakładają garsonkę, a faceci w wytartych dresach, koszulę i krawat. Mam takie wrażenie, że nie do końca chodzi o uczczenie dnia, a w sporej mierze o pokazanie się w lepszym świetle przed sąsiadami, no i może zachowanie jakiejś tradycji, o której sens nikt już nie pyta. "Bo tak wypada" ;-) Tylko kto nam mówi, co wypada, a co nie?

      pozdrawiam, lolka



      Löschen
    5. Lolka, z tymi ubraniami to jest tak: Z jednej strony kwestia wychowania. A z drugiej strony jest w małych dziewczynkach coś takiego wrodzonego, ze chcą być małymi damami. Moja np. ciągle się maluje - czym popadnie - choć jej do tego nie zachęcam, ani nawet sama się nie maluje. No, chyba ze jakaś wielka pompa jest. Widzi, ze kobiety się malują i tez tak chce.
      Z ubraniami podobnie. Ma szafie ubrań wszelkiej maści. A i tak wybiera sukienki, lakierki (bo tak pięknie stukają). Ja na codzien chodzę w wygodnych butach bez cienia obcasa. I w dżinsach. A ona jęczy o lakierki... Bo w sklepi zobaczy, w reklamie, u koleżanki itd.
      I inna kwestia - jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma ;o) Sara ma z czego wybrać. Inne dzieci może nie maja, wiec być może kwestia wyboru eleganckiego stroju po prostu nie istnieje, bo tego wyboru tam nie ma - mogą ubrać się tylko "na luzaka", bo nic innego w szafie nie ma. Byc może gdyby miały lakierki, to by je wybrały na ten dzień?
      Ale to takie czyste gdybanie. Twoje komentarze zmusiły trochę do pomyślenia nad problemem ;o)

      Löschen
    6. Wiesz, myślę, że na pewno bardzo dużo w tym obserwacji, w wieku Twojej córki już nie tylko rodziców, a także otoczenia. Wzorce czerpie się też z książek, filmów, itd.

      Nie chcę powiedzieć, że eleganckie i odświętne ubieranie się jest czymś złym. Każdy ma wybór. Jednakowoż wielokrotnie słyszałam już opinie Polaków o stylu ubierania się Niemców, które często były opiniami negatywnymi, bo właśnie "za mało elegancko, nieodświętnie, no i w ogóle to oni nie potrafią się ubrać". Przyznaję, że na początku mojego pobytu tu również byłam wielokrotnie zaskoczona, widząc np. świadkową panny młodej (ślub cywilny) w dżinsach. Wówczas wydawało mi się, że to brak umiejętności w doborze stroju do sytuacji.

      Po kilku latach pobytu tu zmieniłam jednak zdanie i mam wrażenie, że Niemcy są po prostu bardziej wyluzowani niż Polacy i mniej zależy im na tym, co powiedzą inni i jak ich ocenią. Mam wrażenie, że krawat dla wielu Niemców kojarzony jest z byciem sztywnym i z udawaniem kogoś ważnego, np. bankiera, byciem nieautentycznym. Dla nich najważniejsze (to oczywiście subiektywna opinia) jest, by było fajnie, swobodnie, by czuć się dobrze i być sobą i dlatego unikają stwarzania strojem takich oficjalnych sytuacji. No ale być może dotyczy to tylko tych Niemców, których ja znam i których spotykam na co dzień.

      dobranoc!
      lolka

      Löschen
  4. U.LA - a co do generalizowania na temat pedagogiki w Pl i De. Jasne, generalizowanie nie jest statystyką, ale mówię tu o moich doświadczeniach, a one zawsze będą bardzo subiektywne.

    Jeśli chodzi o obserwacje, myślę, że mam dość sporo możliwości wglądu w stan edukacji od środka w Pl i De. Moje opinie zawsze będą subiektywne, jednakowoż nie oznacza to, iż są niewymierne.

    pozdrawiam, lolka

    AntwortenLöschen
  5. Hieno, czy Twoje dziecko chodzi do prywatnej czy państwowej szkoły? Mogłabyś napisać o różnicach między nimi i średnich cenach za czesne w placówkach prywatnych?
    Pozdrawiam ciepło, Marzenka

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Sara chodzi do zwykłej państwowej szkoły w naszej miejscowości. Szczerze mówiąc, nawet nie wiem, gdzie jest następna prywatna.
      Placówki prywatne są przeróżne, jednak wszystkie są zobowiązane do realizacji planu nauczania. Po co wiec komu szkoła prywatna? Bo klasy są male (Choć różnie z tym bywa... U Sary w klasie jest tylko 14 dzieci, u mnie w Realschule tez tylko 14 - w niejednej szkole prywatnej jest więcej). Bo szkoły te stawiają często na języki od samego początku, niektóre nawet na prowadzenie zwykłych lekcji w obcym języku (właśnie wprowadzamy to opcjonalnie w naszej- państwowej- szkole). Bo szkoły te są często lepiej wyposażone od innych szkol. No i kontakty.... Dziecko łapie kontakty z dziećmi wpływowych rodziców... To procentuje w przyszłości. Jest jeszcze aspekt unikania kontaktów z dziećmi z "nieodpowiednich" rodzin ;o)
      Wygooglowalam sobie jedna przypadkowa szkole prywatna. Koszty były takie:co miesiąc 215-235 € euro. Koszty materiałów do nauczania (150 €), oplata za przyjecie do szkoły (180€), oplata za obiady (90€). Czyli nie tak tragicznie. Ale zapewne się domyślasz, ze są tez szkoły z cenami takimi, ze się słabo robi.

      Löschen
    2. Dziękuję Ci za odpowiedź :). O tak, domyślam się, domyślam. Słabo mi się robi, mam mdłości przechodzące w ostre torsje, gdy słyszę od dyrektora w pracy, że płaci 13 000 zł miesięcznie za jedną z prywatnych podstawówek w Krakowie.. .
      Ojjj, chyba znów muszę do toalety!
      Marzenka

      Löschen
    3. Hieno,

      Sara wygladala przeslicznie. Mam nadzieje, ze podczas tego pierwszego tygodnia w szkole zlapala bakcyla i wielkiej ochoty na wiecej. Zycze jej samych sukcesow.
      Co do stroju. Wg mnie istnieja reguly, ktorych staram sie przestrzegac. Nie krytykuje i nie oceniam innych. Sama jednak nigdy w zyciu nie ubralabym sie jako swiadek na slubie w jeansy. I nie chodzi mi tu o nic innego, jak o szacunek do osob bioracych ten slub.
      Podobnie wpajam mojej corce, ze istnieja chwile wazne i wazniejsze w zyciu, ktore mozna stojem jeszcze podkreslic.
      Wiekszosc rodzicow tu w DE dziwi sie, ze prasuje mojej corce ubrania. Mowia, ze przeciez na dziecku nie widac...
      Przyklady mozna mnozyc.

      Milego wieczoru,
      Magdalena

      Löschen
  6. Marzenko... haha! Jak tam sobie w ubikacji poradziłaś? :D Tyle kasy na podstawówkę? w Polsce? A po co??? Ja rozumiem - gimnazjum, liceum.... ale podstawówka??? Niektórzy to lubią przesadzać... i koniecznie się żalić, jakie to wszystko drogie... ;o)

    AntwortenLöschen
  7. Magdaleno, Sara jest zachwycona! Ciekawe jak długo stan euforii się utrzyma? :D
    W Niemczech nauczyłam się nie krytykować ludzi za sposób ubierania. Widze, jak się ubierają, może i skomentuje, ale raczej w formie stwierdzenia lub porównania (a bo w Polsce to jest inaczej) ;o)
    Ja również byłam na ślubie (cywilnym), gdzie rodzice pana młodego przyszli w dżinsach i t-shirtach. Dla mnie to było nie do opisania, jaka byłam zbulwersowana. Bo w Polsce takie okazje szanuje się strojem. A w Niemczech wielu ludziom to wisi. Odmienna mentalność. Wiele osób nie widzi potrzeby "wydziwiania"... Do tej pory dziwi mnie to - szczególnie, jak dzień jest uroczysty.I myślę sobie: Albo się ma klasę, albo się jej nie ma. A jak się nie ma, to nic nie poradzisz. ;o)

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. No wlasnie, klasa. O to chodzi. Jeszcze przypadkiem natrafilam na takie madre zdanie, ze "wychowanie estetyczne jest rownie wazne jak dobre oceny w szkole czy zdrowe nawyki zywieniowe" zgadzam sie w 100%
      Ja, tak jak juz wspomnialam tez nie krytykuje, nawet staram sie nie komentowac. Czesto jednak jestem krytyce poddawana, lub komentowana bezposrednio: o twoja corka jak zwykle
      pieknie ubrana, o wszystko tak starnnie dobrane, nie szkoda ci pieniedzy, dzieci tak szybko rosna itd.,itp. Dziwne, im to niby wisi, ale u innych widza i nawet im przeszkadza, ze ja poswiecam czas i uwage na to, co otacza moja corke...

      Milego weelendu zycze,
      Magdalena

      Löschen
  8. A niedawno było "Przedszkole tu i tam" ;)

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. A pamiętasz, jak to na tym moim przedszkolu suchej nitki nie zostawiłam? :D Wtedy do mnie dotarło, ze musimy się z tego przedszkola ratować. Ewakuacja się odbyła. ;o) A teraz szkoła....

      Löschen
  9. A ja na galowo lubię, ale ja jestem dinozaurem czasów PRL i jeszcze kokardki na warkoczach, tarcze i fartuszki pamiętam z nylonu :) No i ta gala, podkolanówki, sandałki to było coś :) Teraz z sentymentem o tym myślę, ale jako dziecku chyba mi to zwisało. Ale skoro Niemce inaczej to rozgrywają ... mi to w sumie chyba jednak zwisa nadal :) Szkoła generalnie mi zawsze nieco zwisała :*

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Je tez lubię na galowo! Bardzo! Może nawet za bardzo ;o) Wiesz, ze poszłam świadomie do liceum z mundurkami? :D I tak bym chciała, żeby w niemieckich szkołach był obowiązek umundurowania.... Wg mnie dzieci w mundurkach wyglądają fantastycznie.

      Löschen
  10. Hieno! Dziękuję, obeszło się. Zwykle się obchodzi, jeśli pomyślę o czymś miłym.. ;). Ano tyle kasy za podstawówkę, bo (przynudzać nie będę) po AMERYKAŃSKU jest. AMERYKA pełną gębą, więc i ceny AMERYKAŃSKIE ma się rozumieć :)..
    I zgadzam się, zgadzam! Sara wyglądała boooosko!
    Marzenka

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Aaaa no jak hamerykanska, to rozumiem te ceny :D Widze, ze pan szef planuje już życie dziecka pod katem zawodowym, bo nie wiadomo to, co przyszłość przyniesie ;o) Mam nadzieje, ze dziecko spełni oczekiwania... Bo biada, jeśli nie.... ;o)

      Löschen
  11. U nas bardzo podobnie, w kościele też nie ma typowej mszy tylko bardziej przedstawienie ale niosące przesłanie religijne a później w szkole również identycznie.
    Ja na razie bardzo pozytywnie odbieram niemiecką szkołę na niemieckiej wsi a zwłaszcza podejście nauczycieli do dzieci i tu zaznaczę że Panie nauczycielki ubierają się bardzo gustownie i stosownie do danego miejsca i na pewno są dobrym przykładem dla mojej córki bo gdy z dobrym wychowaniem idzie dobry wygląd to po prostu dobrze świadczy o kulturze człowieka.
    Po obserwacji różnych zwyczajów niemieckich i tych ubraniowych już się nie dziwię i nie zastanawiam doszłam do tego, że każdy robi pewnie jak mu w duszy gra, jak to mówią wolność Tomku w Twoim domku;) Na początku było zdziwienie a później zrozumiałam, że każdy kraj, miasto czy wioska ukazuje po prostu jak różny jest ten świat.
    U mnie w domu zwracało się uwagę na wygląd a konkretnie aby dostosować strój do okazji nie chodziło o to aby było drogo i markowo ani jakoś specjalnie gustownie ani tym bardziej żeby się innym pokazać ale o to aby zaznaczyć szacunek i wymiar uroczystości i tak mi zostało, że jeansy i podkoszulka to dzienne ubranie a na wszelakie gale wolę założyć ciucha z mojej eleganckiej półki;)
    I napiszę tak, że ubiór zawsze był, jest i będzie pierwszą wizytówką człowieka. O gustach się nie dyskutuje ale szczerze mogę napisać że i jeansy nie muszą być wcale luzackie a wręcz często są na niektórych wręcz za obcisłe a niejedna sukienka i niejedne lekkie skórzane pantofelki potrafią być mega wygodne.
    Każdy ma jakiś swój styl, którym się wyróżnia bądź nie i może inni lubią się ubrać dla innych a ja od zawsze lubiłam bardziej elegancko niż sportowo chociaż byłam dziewczyną, która lubiła sport i biegała w zawodach ale na disco czy do kościoła lubiłam się ubrać w sukienkę i szpilki i to właśnie dla siebie, tak się czułam wyjątkowo. Lubiłam i lubię podkreślać swoją kobiecość teraz również i dla męża.
    I elegancko wcale nie znaczy sztywno to tylko kwestia odpowiedniego doboru stroju.
    Moja córka też lubi sukienki i nie przeszkadzają jej eleganckie buciki nawet w takich potrafi wyjść na drzewo i dobrze się bawić. Do przedszkola i szkoły preferuje wygodę i luz ale to nie znaczy że tylko spodnie są wygodne bo sukienka bawełniana i getry nawet bardziej.
    Gdy tak obserwuję moje życie, swoje dzieci i innych to wnioskuję, że część wynosi się z domu ale dużą część tworzy charakter i indywidualność każdego z nas i jeszcze otoczenie i dziś już wiem, że za nim kogokolwiek ocenię po wyglądzie powinnam go poznać lepiej a jeżeli tego nie uczynię to nic mi do tego.
    Nie wiem czy to z wiekiem człowiek bardziej tolerancyjny się staje, czy to może obojętność na inność...
    Sara wygląda już zdecydowanie jako pierwszoklasistka taka poważna i rozważna;)


    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Nasi nauczyciele tez są fajnie ubrani. Ja zawracam na to uwagę. Przede wszystkim u siebie. Taka stara nauczycielka mnie kiedyś opierniczyła, ze przyszłam do szkoły jak na plażę (w upal top na ramiączkach), a przecież jestem urzędniczką państwową. Podziałało. Odtąd ubieram się statecznie, jak na urzędnika przystało ;o)
      Myślę, ze kwestie szanowania sytuacji strojem wyniosłyśmy z Polski. Byc może z motywu "bo co ludzie powiedzą". Nie wiem. Ale to Polak zwykle porównuje, czy Malinowska jest w kościele odpowiednio ubrana i czy Kwiatkowska na ślub wystarczająco elegancko.... A Niemcom to wisi co jakaś Schmidt założyła ;o)
      Na początku porównywałam, krytykowałam, bo w krwi już miałam ta elegancje odpowiednia do okazji. A teraz tez jest mi wszystko jedno, co ktoś tam zakłada. Chyba z wiekiem nabywa się dystansu :)

      Löschen
  12. Brak mi niestety czasu na zerkniecie na powyzsze komentarze ale w UK wyglada w sumie podobnie;-)
    Nie ma zadnych akademii ale stro obowiązuje ten co w szkole kazdego dnia czyli mundurek, O. od razu musiala zostac 6.5 godz tak jak kazdego dnia, dzieci po prostu rozeszły sie dla klas juz o 9:00 rano, na kilka dni przed rozpoczeciem roku szkolnego dostala taki sam list - czekamy na Ciebie, przynies ze sobą zdjęcia, pamiątki z wakacji bys mogla nam o nich opowiedziec - tu bylo identyko
    Tak czy siak O. zadowolona choc ja sie poryczalam pierwszego dnia...dzis moja 5 dni....jest OK !!
    buźka !!

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Uwielbiam te wasze mundurki! I strasznie się ciesze, ze O. się podoba! Mam nadzieje, ze tobie tez :)))

      Löschen