piątek, 12 września 2014

Polskie wesele - Niemiec się dziwi


Na wielu weselach tańczyłam.
Ostatnio tego lata.

Sukienkę specjalnie kupiłam grosza nie żałując.
Fryzjera zamówiłam, wizażystkę...
Wszystkie to znamy ;o)

I Niemców spokrewnionych na to nasze polskie wesele zabraliśmy. Bo ciekawi byli.


Pamiętam reakcje niemieckich gości jeszcze z poprzednich wesel: Że każdy mężczyzna w garniturze? Pod krawatem?
I kobiety po fryzjerze? I w TAKICH kreacjach?

Nasi niemieccy goście w większości przypadków wyglądali jak biedni krewni ;o)
Ale nie z biedy bynajmniej przyodziewały dziewczyny lekkie spodnie i bluzeczki lub też niedzielne sukienki.
W oczach Niemca tak wystarczy.
Żadnej tam sukni balowej, boa z piórami, powłóczystego płaszcza szeleszczącego niczym na Kopciuszku czy tez błyszczących pantofelków.
W Niemczech jest po prusku. Zgrzebnie. Przyziemnie. Bez pompy. 

I przyjeżdżali ci Niemcy zza Odry i ochom i achom końca nie było. "Jacy wy eleganccy", "Jak tu ładnie", "Jak fajnie", "Ale wódki, to my pić nie będziemy", "I tańczyć też nie zamierzamy".... ;o)

A Polak na to uśmiecha  się tylko. Z pobłażaniem trochę... Oj ty germański narodzie z iluzją pańskiej wyższości... wrócimy do tej rozmowy jutro... kiedy na skórze własnej doświadczysz, jak polskie wesele wygląda... i jak pozazdrościsz ;o)






Na weselach niemieckich kilku bywałam.
Na pierwszym po suto zastawionym bufecie i deserze,
podawano już tylko napoje. A goście siedzieli, siedzieli, siedzieli. I pili. 

Na drugim podobnie. W celach rozrywkowych kilka zabaw dorzucili. I znowu było siedzenie bez końca, gadanie i picie.

Trzecie w leśnej chatce się odbyło, a goście wraz z prezentami jedzenie i desery Młodej Parze nieśli... Klimat imprezy urodzinowej. Łącznie z jakimś alkoholowym mixem w plastikowej butelce.

Już wiecie, dlaczego Niemiec nie ma potrzeby wystrojenia się na taką "uroczystość"? ;o)

No dobra, były też bardziej eleganckie wesela.
Żeby nie było, że tu tak zawsze ;o)

Jednakże na każdym ludzi w dżinsach widywałam, w t-shirtach, koszulach w kratę... i nikt się nie dziwił. Bo tu tak jest.





No i przyjechali ci goście germańscy na wesele do ubogiej polski, folkloru się spodziewając i pijaństwa na umór.

Pan z harmoszką grający "Serdeczną Matkę" dla podgrzania płaczliwej atmosfery zadowolił zapotrzebowanie na folklor.

Ubogiej Polski ni widu ni słychu.

A pijaństwo na umór?... O tym zaraz ;o)






Skoro do sali weselnej dojechaliśmy, gołębie-bidulki wypuszczone zostały, 
a wódka powitalna wypita, na śpiewy się zebrało. 
A wiemy, ze Polak repertuar ma bogaty. 
Od "Sto lat" przez "I jeszcze jednej i jeszcze raz", 
po "swojskie przyśpiewki góralskie". 
I o całowanie śpiewać trzeba było... Raz, drugi, trzeci... 
A w brzuchu burczy...

Do stołu w końcu też podano. 
Niemiecki gość najadł się do syta, niczego nie podejrzewając, że to dopiero początek... 
A tu z każdą kukułką nowe talerze wyjeżdżają...
I kieliszki w cudowny sposób się napełniają ;o)
I ludzie od razu na parkiet do tańca wyrwali,
że tylko dziadki i ci Niemcy przy stołach warują.

I jak im oczy do rozmiarów śliwek dojrzałych urosły,
coś pękło. Być może jakaś żyłka  z wrażenia. ;o)
Wypili, zatańczyli i już w ogóle niczemu się nie dziwili.
Wódka wzgardzona za dnia wieczorem strumieniami w niemieckie gardła się lała
Ci co tańczyć nie umieli, nagle poczucie rytmu odnaleźli i polskie panny obtańcowywać zaczęliAlbo z nogi na nogę w kółeczku
Zapał wzrastał wraz z promilami. A technika istne metamorfozy przechodziła.
Kolejne półmiski salwami śmiechu witane były.
Rechotali i jedli...

A na koniec jedno było pewne.
Na takim weselu, to oni jeszcze nigdy nie byli. :D





PS. A jeśli ciekawość was zżera, jak na arabskim weselu jest,
to poczytajcie koniecznie u Mamy Amara, która mieszka w Jordanii i jest żoną prawdziwego Araba. Niezwykle interesujące! 

Tu o swataniu : klik
Zaręczyny: klik
Wesele: klik

20 komentarzy:

  1. Widać mam coś w sobie z Niemca - dopiero po wypiciu ćwiartki przypominam sobie różnicę między krokiem marszowym, a tanecznym.

    zaz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moze ty jakies ukryte niemieckie korzenie masz? :D ;o)

      Usuń
    2. Zupełnie wykluczyć się nie da. Aczkolwiek w genotypie uczciwą y-haplogrupę R1A1 posiadam. Muszę jeszcze mRNA sprawdzić.
      Na weselach po wypiciu odpowiedniej dawki alkoholu rozwiązują się też języki i zaczyna się człowiek ze zdziwieniem dowiadywać o różnych zwariowanych historiach rodzinnych. Np ostatnio usłyszałem jak mój dziadek ukrywał parę miesięcy Niemca na strychu. A najciekawsze, że Niemiec ukrywał się tam przed innymi Niemcami. Był weteranem IWŚ ale jakoś tak kompletnie nie miał ochoty zostać weteranem IIWŚ.

      zaz

      Usuń
  2. Jeszcze widzę miny Irlandczyków przybyłych na wesele w Polsce, podejrzewam, że wasi Niemcy wyglądali podobnie ;) I te ochy i achy też mi jeszcze brzmią w uszach. Miłe to, że Polska może jednak pozytywnie zaskoczyć obcokrajowca i duma mnie wtedy rozpiera, że ja tutejsza jestem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie! Dla tych min warto i ch zaprosic ;o)

      Usuń
  3. Piszesz: "Oj ty germański narodzie z iluzją pańskiej wyższości".

    Ja tymczasem mam wrażenie, że to o polskich weselach piszesz z wyższością, że są lepsze, bardziej eleganckie, bardziej wystawne i zaściankowi Niemcy takich cudów jeszcze nigdy nie widzieli. Polacy na "prawdziwych" weselach się znają, a Niemcy nie mają pojęcia. To jest dla mnie wyższość, ale ze strony polskiej.

    Przyznaję, że mam dosyć mówienia o tematyce polsko-niemieckiej wyłącznie w kategoriach porównań i etykietek "lepszy-gorszy". Tematy wesela, imprez, gościnności i możliwości spożywania alkoholu to takie klasyki, którymi próbuje się powierzchownie udowadniać wyższość Polaków nad Niemcami, lecząc tym samym chyba własne kompleksy i poczucie niższości wobec Niemców. Gdyby tego poczucia niższości nie było, nie byłoby również potrzeby udowadniania, że to jednak my, ci biedni i niedocenieni, się na rzeczy znamy, bo robimy "prawdziwe" wesela.

    Przyznaję, że od ludzi wykształconych mieszkających od dłuższego czasu w Niemczech oczekuję trochę więcej niż czarno-białych porównań.

    PS. A jeśli chodzi o moje prywatne zdanie, to nie znoszę tzw. "polskich" wesel. Są dla mnie często mega kiczowate, z tanim romantyzmem a la wypuszczane gołębie właśnie i serca z wzruszającymi cytatami nad głowami państwa młodych, obciachową muzyką, fryzurą na głowie z lat 90tych i rajstopami zakładanymi do sandałków. Każde wesele jest identyczne, na tą samą modłę, siedemnaście dań ciepłych, których nikt nie jest w stanie zjeść, ale podane muszą być, najwyżej się wywali.
    Zwyczaje i przebieg wesela, o których sens nikt już nie pyta, bo "tak się robiło i robi", przerost formy nad treścią.

    A jeśli chodzi o jedzenie, to ci, którzy w De dłużej mieszkają, wiedzą przecież, że pory jedzenia w Niemczech są dość uregulowane i stałe. O 16 na weselu nikt nie wyskoczy z obiadem, bo to jest pora na kawę i ciasto, każdy w Niemczech o tym wie, więc też kawy i ciasta, a nie schaboszczaka oczekuje. Kolacja jest od ok. 19 i wtedy dostaje się coś na ciepło, najczęściej jest obfity bufet. W normalnych warunkach po kolacji nikt nie spożywa jeszcze dwu ciepłych dań, więc na weselach niemieckich też ich nie ma, czasami pojawia się około północy zupa.


    lolka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubie te twoje komentarze. Zawsze jest o czym podyskutować :D :)
      Konwencja tego wpisu jest - myślałam - trochę humorystyczna, wiec nawet nie siliłam się na wyrafinowane porównania. Mnie tam takie polsko-niemieckie niuanse bawią.

      Wiesz jak to jest - każda sroka swój ogon chwali. ;o) Polak zawsze (prawie) będzie wielbił polska tradycje - szczególnie, jak doświadczy czegoś, co się z jego obrazem świata kłóci. Mi sie nic nie kloci, bo juz przywyklam. Niemniej jednak miny Niemcow na polskich weselach sa bezcenne.

      Lolka, ty chyba dawno na polskim weselu nie bylas. :) Na "naszym" nie bylo obciachowej muzyki, tylko same nowe hity. Fryzura nowoczesna, rajstop do sandalkow nie bylo. Dania byly, dla chetnych. To juz nie te czasy, ze w namiocie sie swietowalo i cala wies przychodzila biesiadowac. Teraz to w restauracjach sie swietuje. A z tego kiczu, to juz tylko facet z harmoszka zostal. ;-)

      Usuń
    2. Hieno, wiem, to Twój blog, więc piszesz tak, jak Ty na to masz ochotę, to jasne i w sumie nic mi do tego. Pomimo tego skorzystałam z dostępnej opcji "komentuj" ;)

      Rozumiem i sama na początku mojego pobytu tutaj doświadczyłam sytuacji, w których cieszyłam się, że mogę opowiedzieć coś fajnego o Polsce, pokazać różnice, czymś zaskoczyć. Jednakowoż z biegiem czasu zauważyłam, że spora część Polaków mieszkających za granicą (w tym ja jakiś czas temu również) pielęgnuje w sobie pewien rodzaj nacjonalizmu. Nacjonalizm ten, którego korzeniami są być może kompleksy i poczucie niższości, objawia się często właśnie w opowiadaniu z wyższością o sytuacjach typu świętowanie, wesela, picie alkoholu. "Że to tylko Polacy potrafią, a Niemcy (to oni tak naprawdę są ci zaściankowi, a nie my) nie mają pojęcia, ani wyczucia, ani stylu".
      Nie podoba mi się to, ponieważ jest to wyższość na tle narodowym. Tak samo jak nie podoba mi się każda inna wyższość na tle narodowym, niemiecka, turecka, tak samo polska.

      Chcę, by o zwyczajach różniących nas mówić z otwartością, z chęcią pokazania drugiemu nieznającemu ich człowiekowi tych zwyczajów, a nie z chęcią pokazania mu, że skoro ich nie zna i robi inaczej, to jest debilem i nie ma wyczucia.

      Obcokrajowcy mieszkający w Niemczech oczekują - słusznie - od Niemców otwartości na nich, na ich zwyczaje, ich odrębność. Nie dostaną jej tak długo, dopóki sami się na Niemców nie otworzą. Nie mówię tutaj teraz bezpośrednio o Tobie, bo przypuszczam, że Twój wpis należał do tych luźniejszych, to jest blog, itd, jednakowoż uważam, że właśnie w naszych takich zupełnie codziennych rozmowach, zwykłych kontaktach z sąsiadami właśnie taki nacjonalizm się ujawnia. Uważam, że szczególną uwagę powinniśmy zwrócić na to, by właśnie w naszym życiu codziennym, a nie od wielkiego dzwona, starać się tą otwartość pielęgnować.

      Wybacz, zapytam jednak bezpośrednio: dlaczego "miny Niemców na polskich weselach sa bezcenne"?. Bo wreszcie pokazaliśmy im, że też coś potrafimy? Że na weselach mamy "lepiej"? Przecież nie musimy udowadniac Niemcom, ze cos potrafimy. No nie wiem, ja nie musze nikomu nic udowadniac, jestem taka jaka jestem, swietuje tak, jak swietuje.

      A jesli juz o prywatne upodobania chodzi. Na polskim weselu bylam ostatnio 2 lata temu, odbylo sie ono w lokalu. Pomimo tego, nie wiem, wspolne spiewy piosenek z tekstem o kasi i jasienku, dj udający lorda imprezy, czy ta cala pompa i swojskie jadlo na jakimś wozie, nie wiem to nie do konca moja bajka. Ale to juz kwestia gustu.

      lolka

      Usuń
    3. Korzystaj, korzystaj! Komentuj ile wlezie. Ja mysle, ze na zywo bysmy sie swietnie dogadaly, bo w gruncie rzeczy podobnie myslimy. A i ja podyskutowac lubie. Czasami dla sportu (lub przekory) argumentuje w druga strone - tylko dlatego, ze ktos chce mi udowodnic swoja racje ;o)
      Wiesz, ja w Niemczech jestem po prostu Niemka. Pielegnuje jezyk polski i uzywam go w rozmowie z corka, siostra i siostrzenica. Ale to by bylo na tyle. Poza tym czuje sie niezwykle zintegrowana i niepytana na tematy polskie nie wchodze, bo nie czuje potrzeby. Po fazie zaloby za Polska, porownywania, bulwersowania sie itd. dalam na luz. Bo wiadomo, ze bez tej otwartosci, o ktorej piszesz, integracja nigdy sie nie odbedzie, a i czlowiek bedzie nieszczesliwy.
      Nie twierdze, ze Niemiec jest czlowiekiem bez wyczucia, bo inaczej swietuje. Stwierdzam, ze swietuje inaczej, stad tez roznice w garderobie. A dlaczego miny Niemcow na polskich weselach sa bezcenne? Nie dlatego, ze mamy lepiej albo ze udowodnilismy, jacy fajni jestesmy. Nie wiem, z jakimi Niemcami ty sie spotkalas - tzn. z jakimi wyobrazeniami o Polsce. Bo moi Niemcy (10 lat temu, jak sie poznalismy) byli przekonani, ze Polacy w chatkach mieszkaja, ze bida az piszczy i ze nie wiem, co to komorka. I milo patrzec, jak te ich wyobrazenia o nas sypia sie jak tynk ze starej sciany. Nie ze wzgledow prestizu i checi pokazania im jakiejs wyzszosci. Nie denerwuje cie, jak o Polakach mowi sie w kategorii narodu zlodziei i Polakow? A nie lepiej by bylo, jakby przyjechali do Polski, o ktorej sa "tak dobrze poinformowani" i zobaczyli na wlasne oczy, ze jest zupelnie inaczej niz mysla?
      Ja chyba tak z pozycji nauczyciela - lubie, jak sie ludziom oczy otwieraja. ;o)

      Usuń
    4. Ja spotkałam się z różnymi Niemcami. Ci najbliżsi mi to ci, którzy w Polsce już byli wcześniej, są dość świadomie politycznie i społecznie, otwarci i ciekawi. Poznałam również i tych, którzy zadawali dość bezpośrednie i może mało taktowne pytania o standardy życia w Polsce. Wychodziłam jednak wtedy z założenia, że ich brak taktu świadczy o ich poziomie i nie miałam potrzeby udowadniania im niczego, nawracania, niech sobie z tym swoim wyobrażeniem o świecie żyją, przecież i tak nie chcą go zmienić.
      Piszesz o perspektywie nauczycielki, ja też nią jestem, ale lubię pokazywać i towarzyszyć w poznawaniu, ale nie chcę moralizować.

      Żeby była jasność - bardzo chętnie opowiadam o Polsce i cieszę się, gdy mogę to zrobić, ale gdy widzę otwartość i ciekawość z drugiej strony. Gdy jej nie ma, albo gdy napotykam na stereotypy i powierzchowność, nie biorę odpowiedzialności za ograniczenie drugiego dorosłego człowieka, z tym musi uporać się sam.

      lolka

      Usuń
    5. Czy zabranie znajomych na wesele do Polski jest moralizowaniem? Czy raczej towarzyszeniem w poznawaniu? Bynajmniej nie opowiadałam przed faktem, ze cuda zobaczą i ze takiego wesela to oni jeszcze nigdy nie widzieli. Chcieli jechać, to pojechali. Co miałam wytłumaczyć, wytłumaczyłam. A resztę sami widzieli.

      Usuń
  4. Byłam na niemieckim weselu i wiem dokładnie o czym piszesz. Ślicznie Sara była ubrana!!!! Tylko Ciebie brak.....

    OdpowiedzUsuń
  5. oj to ja mam jeszcze inszy problem, a mianowicie syndrom Warszawiaka, akurat w kwestii wesel to niestety widać moje `pochodzenie`. Zostałam wychowana w ogólnej negacji w stosunku do `wiejskich` (czyt. wszystko co nie stołeczne) wesel, czyli takich tradycyjnych. Nie będę się rozwodzić nad tym jak wyglądają wesela warszawskich autochtonów klasy średniej bo B zaraz musze syrop dać :) Generalnie bliżej im do niemieckiej wersji o której piszesz, choć też nie do końca. Generalnie ja w ogóle nie znam tradycji tzw. wesel tradycyjnych. Nie umiem totalnie się zachować bo nie znam zwyczajów, przyśpiewek, tańców i w ogóle. U nas tego nie ma po prostu w takiej formie. Zetknęłam się z nimi bliżej jak poznałam znajomych na studiach dopiero i męża. Wcześniej byłam może ze dwa trzy razy na takim prawdziwym weselu. Podchodziłam do tej formy jak do jeża, aż w końcu polubiłam i chyba nauczyłam się bawić. Nadal mam `braki` i czasem totalnie nie czuję `bazy` co wywołuje często zdziwienie lub konsternację (mam kilka wtop na koncie) ale coraz lepiej się bawię i jak dobrze pójdzie będę śmigać na takim jednym za dwa tygodnie :) Jednak to nie moja bajka tak do końca. A co do porównać to mam wrażenie, że za często się porównujemy w kontekście oceny, waloryzacji zachowań. Ja wolę obserwować i nie oceniać. To właśnie pozwala mi szanować i doceniać rodzinę męża. Gdybym myślała stereotypami jakimi przesiąkłam za młodu to byłabym strasznie przykrym gościem na tych weselach i w ogóle straszną snobką. A Twój post mi się podoba i odbieram go jako krytykę uprzedzeń i stereotypów. Ps. Sara wygląda obłędnie.
    Pss. lampiony są niebezpieczne, stwarzają zagrożenie pożarowe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lampiony? Pożar? Byl i pożar!!! :D
      Im jestem starsza, tym lepiej bawię się na wiejskich weselach :D Na niemieckich weselach czuje się po prostu dziwnie. Próbuję się wtopić i gadać, gadać, gadać... I ciągle tego tańca brakuje. Chciałabym, żeby jakiś Niemiec zaprosił mnie na takie bardziej eleganckie wesele, żebym zobaczyła, jak to jest. Bo póki co to tylko te na pół gwizdka....
      No właśnie o te uprzedzenia cały czas mi chodzi. Myślę, ze niejeden Niemiec myśli, ze w Polsce mieszka się w lepiankach w dzikiej głuszy ;o) No bo skąd to cholery jasnej takie reakcje na trzecim z kolei weselu??? Niby się znamy, niby wiemy, ze z puszczy nie przyjechałyśmy, a mimo to za każdym razem zdziwienie.... :/

      Usuń
  6. Nie chcę wywoływać niepotrzebnych zamieszek, ale cytując panią wyżej: "zwyczaje i przebieg wesela, o których sens nikt już nie pyta, bo tak się robiło i robi"....yyyy, czy to się przypadkiem nie nazywa tradycja? Dlaczego nie mogę jej pielęgnować, byc z niej dumna i pokazywać ludziom, którzy nie mieli z nią do czynienia??? Ja też jestem ciekawa, kiedy poznaję inne kultury, zwyczaje, jedne mi się podobają, inne nie. Więc dlaczego my nie możemy swoich zwyczajów pokazywać Niemcom, Irlandczykom i komu tylko chcemy? A to, że im się podoba, to mnie akurat bardzo cieszy i na pewno nie dlatego, że mam manię niższości, a tylko dlatego, że mogłam komuś pokazać coś fajnego i pięknego. Bo dla mnie Polska jest piękna, razem ze wszystkimi swoimi zaściankowymi zwyczajami. I myślę, że bardziej w tym celu był ten pos, a nie po to, aby - jak to pani pisząca wyżej ujęła - ukazać wyższość Polaków nad Niemcam. Przynajmniej ja tak to odbieram.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. spoko, lecz nie o to mi chodziło.
      pielęgnuj, ile chcesz i ile wlezie! piszę to całkiem serio.
      wg mnie tradycja to super sprawa, jeśli się wie, po co się ją robi.

      pisałam o micie polskiego wesela, który wg mnie zbyt często ma kontekst narodowościowy. wyspiański i reymont już tak mieli. ale to co chciałam powiedzieć, napisałam wyżej.

      pozdrawiam, lolka

      Usuń
  7. Fajnie czyta sie Twoj Blog. Dopiero teraz odkrylam i bede zagladac tu czesciej:)
    Odnosnie wesel. Te w Niemczech przewaznie finansowane sa przez Mloda Pare.
    Moze dlatego wypadaja troche skromniej. Za to nikt nie zaciaga dlugow na wyprawienie weseliska.
    Nie ma tez wygorowanych prezentow. Jest inaczej, troche skromniej.
    Za to nikt nie oszczedza na dekoracjach stolow, swiezych kwiatach.
    W Polsce jest tyle zarcia na weselach. I po co?
    Raz bylam na typowym bawarskim weselu rodzina meza pochodzi z Bawarii.
    I musze powiedziec ze bylo bardzo uroczyscie. Tance spiewy i muzyka tez byly.
    Jedzenia mniej ale pod dostatkiem.
    No moze nie tyle co na polskich weselach bo u nas wiadomo"postawa sie i zastaw sie"
    Za to w podroz poslubna mlodzi wyjechali na Maledivy....

    OdpowiedzUsuń
  8. ps. a Twoje corki na zdjeciach wygladaja pieknie!

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeśli szukasz odpowiedniej pożyczki, to koniecznie zastanów się nad tym, czy warto. Ja na wesele brałem, fakt, ale nie zawsze się to opłaca. Dzięki dobrej pożyczce jesteśmy w stanie zrealizować wesele marzeń. Koniecznie zerknijcie na stronę internetową Credy - tam macie fajne pożyczki online w kilka minut - naprawdę istna rewelacja!

    OdpowiedzUsuń