Samstag, 15. November 2014

Daj mu szanse!


Ostatnie ciepłe dni, jeszcze bez deszczu..
Dzieci wylegają na plac zabaw, póki okazja jest...


   No i dzieci z pierwszej klasy spotkałyśmy: 
dziewczynka i chłopiec

Chłopczyk koło rurki stanął, na wyczyny Sary się pogapił, po czym postanowił, że on tez coś spróbuje. Skoro tylko pod rurką stanął, siostra mizerna, o 2 lata starsza, na ratunek mu przybiegła, ręce rozłożyła i na upadek braciszka w pozie ratunkowej czeka. Sytuacja z goła groteskowa... 

Po co 7-latkowi akcja ratunkowa, kiedy chce sobie po prostu pozwisać z rurki??? Nawet jeśli to zwisanie bardziej zaawansowane - w pozie kiełbaski...? 
Skąd przekonanie, że sobie nie poradzi?
Chłopiec ani otyły ani ślamazarny.  
Ot, zwykły pierwszoklasista.


Sara gonić się z nim chciała. 
Kilka kroków pobiegł, po czym... zmęczył się...
No ok, to może by tak na konika?
Na górze przytrzymany został - 
nie, nie jakoś wrednie - chwileczkę przykrótkawą... 
Chłopczyk na to drzeć się zaczął wniebogłosy, 
że wysoko i że tata ma go ratować. Ręce mi opadły...  
Córka moja się mnie pyta:
"Mamo, to w co ja mam się z nim bawić?"
Bo że na drzewo by się nie wspiął, to rzecz jasna...
Więc co? Do piasku???


Dziewczynka, koleżanka z pierwszej klasy, jak to dziewczynka:
miła, grzeczna, spokojna, ułożona. Anioł nie dziecko.
Ale w tą rurkę też się zapatrzyła. I próbować chciała.
Mama jej na to: "Daj spokój, pobaw się w coś innego!"
A ona tak bardzo chciała zobaczyć, czy tego głupiego 
fikołka potrafi. Mówię do matki więc:
"Słuchaj, ja jej pomogę, nic jej się nie stanie."
Nieufnie spojrzała na mnie z ukosa. Podnieść się z ławki jednak zdecydowała, do córki podeszła. Dużo prób nas to kosztowało, bo dziecko bojaźliwe jak diabli, ale koziołka fiknęła, jak się patrzy, i szczęśliwa do domu poszła. Bo strach przezwyciężyła. Bo się przekonała, że potrafi...



Nie, nie myślcie, że porównuję inne dzieci do mojej córki.
Mam na tyle zdrowego rozsądku, żeby nie wymagać od 
innych pierwszoklasistów wyczynów olimpijskich.
Chodzi o to, że te kilka ostatnich dni mi uzmysłowiły, jak 
bojaźliwe i nieruchliwe są dzieci w wieku podobnym do Sary. 
Te dzieci się po prostu boją - wysokości, ryzyka, prób i 
błędów, wysiłku... A rodzice tylko je w tym utwierdzają.
Lepiej bawić się bezpiecznie - w piaseczku, na ławeczce, 
huśtać na huśtawce z łańcuszkiem, nie jeździć za szybko, nie 
wspinać, nie eksperymentować...



Na zebraniu klasowym mama wspomnianego wyżej 
chłopca orzekła, że jej syn wszędzie jest wożony autem 
i najprawdopodobniej nie znalazłby drogi do domu, 
bo nigdy jej nie przemierzał na nogach. 
Na Boga! Przecież my na wsi mieszkamy! To nie żadna 
metropolia z tysiącem ulic, tylko wioska z trzema drogami!
Co to za matka, która nie ufa swojemu dziecku, 
że jest w stanie wraz z innymi dziećmi przejść 
15 minut ze szkoły do domu? 
Bo za daleko? Bo nie trafi? Kie licho?
Ba! Ostatnio miałam rozmowę z mamą 3-klasistki, po którą 
też się do szkoły jeździło i za którą się po tej wioszczynie 
wszędzie chodziło, żeby  nad jej bezpieczeństwem czuwać...


Drodzy rodzice, bezpieczeństwo jest bardzo ważne.
Ale wasze dziecko potrzebuje waszego zaufania, 
że odpowiednio do wieku pozwolicie mu dojrzewać, 
uczyć się samodzielności i że na coraz więcej pozwolicie.


Pierwszoklasista JEST w stanie CHODZIĆ samodzielnie do 
szkoły, o ile nie jest to faktycznie droga zbyt skomplikowana.
Moja córka IDZIE pół godziny. Ma najdłuższą drogę ze 
wszystkich dzieci, bo mieszkamy na samym końcu wioski.
I radzi sobie. A dumna jest, że hej!
Potrafi pójść na małe zakupy do pobliskiego sklepu. 
Zupełnie sama, bez asysty i podglądania.
Wychodzi sama na rower, przekraczając przy tym ulicę.
Bo wie, jak się zachować i co jej wolno, a co nie.



Błagam, nie podcinajcie waszym dzieciom skrzydeł, nie
wmawiajcie, że sobie nie poradzą i że na pewno się coś 
stanie, jak zaryzykują. Nie róbcie z waszych dzieci ślamazar!
Jeśli macie obawy, że sobie nie poradzą, to przećwiczcie 
to razem, porozmawiajcie o tym, popróbujcie... 
i na końcu zaufajcie! 
Wasze dziecko potrzebuje tych prób błędów, potrzebuje 
upadków powstań oraz tej pewności, że wy w nie wierzycie. 
Nawet jeśli umieracie ze strachu i miejsca znaleźć sobie nie potraficie, czekając aż ze szkoły wróci... Nawet jak serce wam skacze, widząc jak wasze dziecko głową w dół z rurki zwisa... 
Wasze dziecko musi dorosnąć - lepiej będzie, 
jak mu w tym pomożecie, zamiast przeszkadzać...

Kommentare:

  1. Obawiam się, że teraz większośc dzieci jest chowana pod kloszem. Nie wiem dlaczego tak się stało. Ja miałam zupełnie inne dziecinstwo i szybko nauczyłam się samodzielności. Myślę, że wpływa na to wiele czynników. To o czym piszesz jest niezwykle ważne. Ja staram się jednak dać Łukaszowi więcej swobody i zaufać, ale mój mąż jest nadopiekuńczy i mam problem.....niestety....

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Właśnie tego słowa mi brakowało: Dzieci są chowane pod kloszem. Z czego to wynika? Zwykle z tego, ze teraz ma się 1-2 dzieci, które maja spełnić (wysokie) oczekiwania rodziców lub po prostu bezpiecznie dożyc wieku dojrzałego ;-) Jak się ma 1-2 dzieci, to się zwykle na nich cala uwagę koncentruje. Przy piątce nie byłoby już takiego niańczenia, bo uwaga by się na 5 rozpraszała ;o)
      Byc może problem pochodzi stad, ze dzisiaj dzieci się ma po trzydziestce? Rodzice dojrzali bardziej panikują, zwracają uwagę na niebezpieczeństwa itd. W powyższych przykładach zarówno mama dziewczynki, jak i tata chłopca są bardziej dojrzali wiekiem...

      Löschen
  2. My w Szwajcarii mieszkamy. W miasteczku. 5 - latki maja obowiazek chodzic samemu do przedszkola.... Nakaz z gory, rodzice sa proszeni o nieodwozenie dzieci do szkoly. Pan policjant przychodzi na zajecia raz w roku. Dla najmlodszych jest ustawiona straz rodzicielska na przejsciach przez pierwsze pare tygodni. I tyle. I czy ciezko bylo, oj bylo. Ale warto. Bardzo.
    Pozdrawiam Edyta

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Tego właśnie nam trzeba! Bo cholera mnie bierze, jak widzę te lawiny aut przetaczające się przed szkołą....

      Löschen
  3. Moja córka od urodzenia bała się wszystkiego (miała również problemy z motoryką) i zostało jej to do dziś( obecnie ma 5 lat)
    Boi się wspinać wysoko, boi się pływać w kółku, boi się huśtawek, nart, jazdy na hulajnodze, rowerze itd ... my cierpliwie uczymy, dodajemy otuchy, nie chowamy pod kloszem, nie wymagamy, nie krytykujemy i nic nie pomaga ...
    Ostatniej zimy jak poszła na sanki i z małej górki zjechała, to tak się darła, że wszyscy zamarli ... nie mam pojęcia już jak przełamać jej strach ...

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Niektóre dzieci już tak maja i nic tego nie zmieni :) Myślę, ze najlepiej zdać się na córkę - jeśli będzie chciała czegoś spróbować, to na pewno zasygnalizuje. A jeśli nie ma ochoty, bo się boi, to ... ja bym nie zmuszała, ani nie zachęcała, tylko własnie wsłuchiwała się w dziecko. :)

      Löschen
  4. Ja też pozwalam synowi na wiele. Ma 5 lat, od 1,5 roku jeździ na rowerze.Często na rowerze jedziemy do przedszkola. Taką cichą spokojną uliczką. Odjeżdża nawet 100m ode mnie i wie, że przed ulicą ma czekać. Zawsze czeka.
    Ostatnio stara Szwedka przejeżdżająca obok nas pouczyła mnie, że on sam tak nie może. Że nie wolno...
    Najgorsze, że mój mąż też chowa pod kloszem - pakistański styl. Packie dzieci w ogóle tu nie wychodzą na dwór, przecież zimno/za ciepło/za wietrznie...

    Pozdrawiam!

    AntwortenLöschen