Montag, 16. Februar 2015

Zaangazowanie spoleczne


O zaangażowaniu dzisiaj będzie. 
O takim oczywistym. Społecznym.

 Ze niby co? Angażować się?
Niech angażują się ci, którym za to płacą...! Ja czasu nie mam...

Czy nie tak większość z nas odpowiedziałaby?




Odkąd mieszkam w Niemczech, zaangażowanie to ciągle w oczy się rzuca: Każdy w jakiejś grupie jest zrzeszony.
Czy to klub sportowy, czy to grupa karnawału, teatralna, orkiestra, chór, flety, gitary, strażacy, kajakarze... Wszystko to we wiosce naszej.
I problemu nie ma, żeby zorganizować imprezę jakąś, podyżurować przy sprzedażny napojów, postawić namiot weselny, muzykę zorganizować, coś wymyślić, wystąpić.
Każda grupa angażuje się na miarę możliwości. 
Nie trzeba na burmistrza liczyć czy prezydenta miasta, że coś wymyśli i "będzie się działo". Ludzie wszystko w ręce swoje biorą. Chcą żeby się działo, to działają.

Pod poprzednim postem komentarz się pojawił,
że szkoda, że w Polsce grup gimnastycznych dla dzieci nie ma.
A jak są, to od razu ktoś fortunę na nich chce zbijać...
Dlaczego w Niemczech nikt na dzieciach się nie bogaci?
Dlaczego w każdej wiosce zabitej dechami dzieci maja się gdzie spotkać, poćwiczyć, powygłupiać?
Bo ludziom się chce to zorganizować!

Moja koleżanka mając maleńkie dziecko pomyślała, 
że fajnie by było się spotkać z mamami i ich maluchami.
Niewiele filozofując otworzyła grupę "raczkującą" (Krabbelgruppe) - zapytała o możliwość spotkań w miejscowym przedszkolu, 
rozwiesiła plakaty i grupa zaczęła się kręcić.
Znudzone mamy zaczęły się spotykać raz na tydzień.
Ich dzieci mogły w tym czasie się pobawić, a one mogły poplotkować. 
Prowadząca nauczyła się kilku piosenek i gier 
dla maleńkich dzieci (wersy z pokazywaniem) i dzieci miały część "edukacyjną". 
Prosta sprawa! I za darmo.

Druga znajoma, mając dzieci w wieku przedszkolnym, pomyślała, że fajnie by było, 
gdyby takie maluchy mogły się raz w tygodniu poruszać i pogimnastykować. 
Otworzyła więc grupę gimnastyczną dla mam i dzieci. 
I znowu: Zapytała o możliwość spotkań w sali gimnastycznej, 
dokształciła się na własną rękę 
(czyli wydrukowała ciekawe zabawy z internetu oraz tory przeszkód), 
rozwiesiła plakaty i koniec. Zainteresowanie było ogromne.
Koszty? Jedynie roczna składka członkowska w klubie sportowym (która umożliwia jednocześnie korzystanie z wszystkich innych ofert klubu).

Sekcja gimnastyki sportowej. Tutaj już trenerzy są.
Ale dla grupy najmłodszej trenerów brak. 
Więc mamy dokształcają się, szkolą, żeby dzieciom treningi umożliwić (a w grupie początkującej poprowadzenie treningu to nie filozofia).

Karnawał. Spontaniczne grupy się tworzą. 
Od drzwi do drzwi chodzą, sponsorów szukają, gadżety zbierają, 
drobiazgi kupują. Przebrania kupują, szyją... wozy dekorują... czas swój marnują...
żeby w czasie pochodu karnawałowego ludziom przyjemność sprawić 
i z wozów tych dzieciom gratisy rzucić. A dorosłym gardła rozgrzać ;)

Ba! Nawet księdza nie trzeba, żeby festyn parafialny był!
Rada parafialna zorganizuje, o wszystko się zatroszczy. 
I jest co zjeść, i wypić, i muzyka gra, i atrakcje dla dzieci są...
I znowu wioska cała spotyka się.

Przygotowanie do komunii i bierzmowania rodzice przejmują. Grupki w domach prywatnych spotykają się, akcje wspólne planują, angażują się... Ksiądz koordynuje tylko.

Gdyby nie zaangażowanie społeczne to, nic nie działo by się zapewne. I życie inne by było...




Na blogach tyle pomysłów widzę! Tyle mam zaangażowanych! Tyle kreatywności! Dlaczego nikt nie wpadnie na to, żeby akcję "Dziecko na warsztat"wynieść poza próg własnego domu i poza internet?
Tyle mam szuka ofert kształcenia swoich dzieci przez zabawę i wydaje przy tym pieniędzy masę. Dlaczego nie przeciwstawić się tendencji zbijania fortuny na dzieciach? Dlaczego nie zaoferować kursu plastycznego, gimnastycznego, zabawowego czy innego jeszcze sensownego zajęcia? Powiedzmy, za symboliczną kwotę.
Ja wiem, że lepiej ponarzekać, że gdzieś indziej jest, a u nas nie ma... że czasu się nie ma... że tyle problemow...załatwiania... że święty spokój... biurokracja... kłody pod nogi i takie tam...
Ja wiem, że łatwiej. Ale gdyby każdy tak myślał....

Jeśli zmian chcecie, jeśli Polskę zmienić chcecie,
zacznijcie działać! Nie czekajcie, aż ktoś coś zrobi, zmieni...  Pogadajcie z mamami innymi i działać zacznijcie. Dla waszych dzieci...


***

Poniżej - karnawał uliczny: 





























Kommentare:

  1. My wlasnie z karnawalu uliczbego w Luternie wrocilismy :) A najlepsze jest to, ze w listopadzie ze znajoma para zaczelismy robic nasz wozek i stroje. Ot tak, aby sie w weekend konstruktywnie pospotykac. A za rok to powtorzymy :) I to jest prawda jak w Szwajcarii nie nalezysz do jakiejkolwiek grupy to kiepsko z Toba. Czy to sport, czy muzyka, czy kolko karciane. Cokolwiek, dla zabawy. I oczywiscie obowiazkowo musisz odpracowac raz do roku to, ze do niej nalezysz, a nawet i czesciej. Jeszcze tylko dziewczyna od serwowania nie bylam, ale wszystko przede mna ;)
    Pozdrawiam Edyta

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Najgorzej, jak się jest przyjezdnym. Albo obcokrajowcem, który nie kuma znaczenia tych wszystkich grup. Na początku mojego pobytu w Niemczech mój gospodarz mówił mi, ze jest w klubie sportowym. Jak to?- pytałam - przecież nie chodzisz na treningi, jesteś pół-inwalida... Nie szkodzi! Każdy gdzieś jest zrzeszony. Chociażby na papierze ;o)

      Löschen
    2. Dokladnie. Ja na poczatku myślałam, ze co, ze niby ja mam się gdzies zapisać. Płacić mimo, ze minimalnie i jeszcze społecznie ten zapis odpracować. Zapomnijcie, a mąż to tu latal to tam, a i tam pojechał. Urodziłam dziecie i chciałam się wieczorem gdzies wyrwać, aby nie oszaleć, gdzies blisko, bo przeciez do miasta nie będę jezdzila, aby poćwiczyć i tak się zapisalam. Odpracowalam, zglosilam się dobrowolnie i tak sie rozkrecilam, ze jednak fajnie i warto. A jak przyszlo do wyrabiania papierów to na pierwsze pytanie do jakiej grupy naleze mogłam z czystym sercem odpowiedziec. Tak, bo dla nich najważniejsze jest czy się zżyli ze spoleczenstwem skoro się chce obywatelstwo miec, a nie siedzi w domu i unika wszystkiego.

      Löschen
  2. Rany boskie ... mieszkam w DE ale o niczym takim nie słyszałam .... Być może dlatego, że jestem tu krótko ... hmmm

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Może w jakimś wielkim mieście mieszkasz? :)

      Löschen
  3. Cudne te zwyczaje, ludzie się jednoczą, pobędą ze sobą, żyją! Ale tak mi przyszło do głowy, że i w Polsce już jest z tym o wiele lepiej, chociaż nieliczni to widzą, bo większość nadal woli narzekać, że nic się nie dzieje. Choćby im pod nos podstawić takie grupy, to nie zauważą. Ile ja się nasłuchałam dwa tygodnie temu, że dzieci po feriach wynudzone, bo w tej naszej dziurze nie ma kompletnie NIC dla nich! Haloooo? W samej tylko szkole mojej córki codziennie odbywały się dwie godziny zajęć artystycznych i dwie sportowych. Do tego w domu kultury, miejskim ośrodku sportowym i kilku innych miejscach! To samo tyczy się zajęć dla dorosłych. W moim 25-tysięcznym miasteczku można wyszywać, robić na drutach, gotować, robić biżuterię, śpiewać, tańczyć, ćwiczyć, "zumbować", uczyć się angielskiego, niemieckiego, francuskiego i ukraińskiego. Wystarczy chcieć znaleźć, a się znajdzie. Ale po co, lepiej narzekać, że nic nie ma, szukając usprawiedliwienia dla lenistwa. Ale ja tam wierzę w cuda, może i my kiedyś będziemy takie karnawały uliczne urządzać ;)

    AntwortenLöschen
  4. Oficjalny średni czas pracy zarobkowej w Polsce jest o 3 godziny tygodniowo dłuższy niż w Niemczech. A po pracy w Polsce ceruje się spodnie, naprawia własnoręcznie samochód, ewentualnie dorabia na drugim etacie. Niemiecki emeryt jak nie siedzi na Majorce, to z nudów coś organizuje. Polski emeryt, jak tylko go stać to pomaga dzieciom. Etc etc
    Ale nie byłbym taki pewien kto na dłuższą metę lepiej na tym wyjdzie. Urodziłem się w PRlu gdzie obowiązywało "czy sie stoi czy się leży, dwa tysiące się należy". Czasu więc ludzie wtedy mieli sporo. I pamiętam z tamtych lat całkiem sporo takich maminych oddolnych inicjatyw np w pobliskim klubie Agatka. I widzę po latach kilkudziesięciu co z tego zostało. Otóż parę fotek w albumie zostało. I nic więcej. Co innego z dobrze odchowanych dzieci.

    zaz

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Niemiecki emeryt jest biedny, bo nie wplacal do kasy emerytalnej po wojnie. A ten, kto jezdzi na Majorke, to juz przed emerytura zarabial niezle pieniadze i zadbal o swoja przyszlosc. Polski emeryt za to siedzi na dzialce. Jeden siedzi i drugi siedzi. To raczej nie emeryci angazuja sie w grupy, tylko mlodzi, pracujacy ludzie.
      Niemiec rowniez ceruje po pracy i ma mnostwo spraw na glowie. Wiem, bo tu mieszkam i sama nie ma czasu na nic. Mimo to angazuje sie. Bo jak ktos chce, to czas znajdzie. W wiekszosci przypadkow przynajmniej. Bo gdyby nie to zaangazowanie, to dzieci przed telewizorami by siedzialy.
      Nie wazne, jak slugo jakas inicjatywa przetrwa. Nasze kolka dla mam z niemowlakami czesto po 2-3 latach sie koncza, az pojawi sie nowa mama, ktora to przejmie. Czy wobec tego mozna powiedziec, ze sprawa byla bez sensu, bo nie przetrwala? Zapytaj mam, ktore na spotkania chodzily- mysle, ze prawie kazda powie, ze bylo warto, bo przynajmniej bylo gdzie wyjsc.
      Piszesz o dobrze wychowanych dzieciach - a ja nie widze zwiazku! Czy dzieci chodzace do roznych klubow i grup nie sa dobrze wychowane??? Czy rodzice, ktorzy sie angazuja, nie sa w stanie dzieci dobrze wychowac?

      Löschen