Sonntag, 1. März 2015

Zanim wyemigrujesz


Bo na zachodzie, to jest życie...
A w tej Polsce, to szkoda gadać.
Jurek z Kryśką wyjechali i tak im się poszczęściło.
Na wakacje jeżdżą za granicę, dzieci smartfony mają,
a jak do Polski na wakacje przyjadą, to aż zazdrość bierze,
że im tak łatwo się żyje, a nie tak od pierwszego do pierwszego...
Może by tak też szczęścia spróbować?
Jurek z Kryśką na pewno pomogą.
Mieszkanie załatwią, pracę na początek znajdą,
w urzędach potłumaczą i jakoś to będzie.
A dzieciaki języka szybko się naucza, więc żaden problem...
A potem to już tylko z górki.

Na pewno żaden problem?


Problem jest taki, że przeciętny Kowalski słyszy głównie historie 
uwieńczone powodzeniem. Lub lekko ubarwione.
O niepowodzeniach nikt opowiadać nie chce.
Mało gdzie usłyszycieże ktoś wyjechał do Rajchu czy na wyspy 
i mu się po prostu nie powiodło. 
Kto wam opowiadać będzie, że było tak ciężko, 
że zdecydował się do kraju wrócić?
W większości przypadków usłyszycie, że "za krajem tęsknił" 
(co w niektórych przypadkach jest prawdą - 
ównie w tych, które z góry zakładały, 
że w obcym kraju na wieki wieków nie zostaną).
Mało kto chętnie opowiadać będzie, że funty czy eurony 
na zmywaku zarabia lub na szmacie do podłogi.
że innej pracy niż bezmyślne stanie przy taśmie czy niewolnicza harówka w hotelarstwie dla obcokrajowców bez dobrej znajomości języka zwykle nie ma...

Zanim na emigrację zdecydujecie się, pomyślcie zatem o sprawach następujących:

1) Wasi przyjaciele, którzy tak ochoczo pomoc wam obiecywali, zapewne życie osobiste i zawodowe mają. Przez pierwszy okres zapewne ochoczo pomagać będą - czasami dla połaskotania ego własnego (żebyście zobaczyli, jak fajnie język opanowali i jak świetnie w urzędach sobie radzą). Ale euforia szybko w irytację się zmieni, jeśli szybko na własnych nogach nie staniecie. Nikt nie będzie miał ochoty ciągle i ciągle z wami po urzędach jeździć, każdy dokument tłumaczyć, do pracodawców chodzić/dzwonić, do lekarza, wasze dzieci do szkoły zapisywać i wasze ewentualne niezadowolenie znosić, jeśli mieszkanie (które oni wam znaleźli) nieładne lub za małe jest.

Zanim więc na emigrację zdecydujecie się,
pójdźcie na porządny kurs języka!
Bez znajomości języka nigdzie nie jeźdźcie!

Tu nie chodzi nawet o kwestie papierkowe czy perspektywy zawodowe. 
Chodzi o zwykle funkcjonowanie na codzień.
Brak znajomości języka jest przyczyną samotności.
Tak, możecie spotykać się z innymi emigrantkami i udawać że wszystko jest w porządku. Jednak nie można spędzić życia na czekaniu na męża (który być może język zna) i budowaniu równoległego świata/getta polskiego.
Żyjąc na skraju społeczeństwa będziecie po prostu tęsknić. Tęsknić do bólu za rzeczami irracjonalnymi, wyidealizowanymi, w Polsce być może już nieaktualnymi.
Być może za kościołem pełnym zatęsknicie, za gościnnością polską, niedzielą w hipermarkecie lub po prostu słonecznikiem/PrincePolo/Kubusiem.
A na pewno za przyjaciółmi tęsknić będziecie, bo w nowym kraju być może gęby do kogo otworzyć nie będzie...




2) Dlatego:
W nowym kraju od razu zapisz się na kurs językowy.
Ma to sens - nawet jeśli sobie jakoś radzisz. 
Jeśli zaś nie kurs językowy (bo nie ma na razie / bo za daleko...),
to przynajmniej jakaś zumba czy inny aerobik.
Na początku będzie to okazja do wyjścia z domu 
i bezstresowego ćwiczenia języka w realnych warunkach.
Być może w ten sposób znajdziesz pierwszych przyjaciół.
A już na pewno uwierzysz w siebie i przekonasz się, że potrafisz poradzić sobie w każdej sytuacji życia codziennego. 

Zacznij więc wcześnie liczyć na siebie 
i jak najwięcej spraw codziennych załatwiać 
bez pomocy Kryśki  i Jurka ;o) 



3) Gdzie chcesz pracować?
Jeśli jesteś osobą wykształconą, masz odpowiednio potwierdzone kwalifikacje i znasz język, sprawa jest dla Ciebie prosta. A co jeśli nie?
Czy jesteś gotowa na "robienie pokoi" i zmywanie naczyń przez 12 godzin, także w niedziele i święta? Jeśli oboje macie prace w gastronomii, to kto dziećmi waszymi się zajmie, jak wy do 19:00 czy 21:00 tyrać będziecie? Bo w gastronomii właśnie tak jest... A co, jeśli pracy nie znajdziecie? Albo mało płatną tylko... 
Jaki plan "b" macie? Co wiecie o rynku pracy okolicy, do której się wybieracie?




4) Wasze dzieci. Im mniejsze, tym lepiej dla nich.
Im starsze, tym trudniej.
Jeśli dzieci w wieku szkolnym macie, wyświadczcie im jeszcze w Polsce tę przysługę i również na kurs językowy poślijcie.
Bo podczas gdy wy na początku z Kryśką wszędzie chodzić będziecie, wasze dzieci w szkole nikogo mieć nie będą. Ja wiem, że wy w naiwności swojej ekspresowej aklimatyzacji waszych dzieci oczekujecie. I że migusiem języka się nauczą. Ale czy na pewno tak będzie?


W praktyce tak wyglądać to będzie:
Dziecko wasze do klasy zaprowadzone zostanie, usadzone... i często pozostawione na pastwę losu. Siedzieć zatem będzie godziny długie w ławeczce swojej, ni w ząb z lekcji nic nie zrozumie, przepisywać z tablicy bezmyślnie teksty będzie i patrzeć wielkimi oczami na nauczyciela, który w jakiejś chińszczyźnie czegoś od niego chcieć będzie. I tak co dzień. 
No, chyba że na szkołę traficie, która dziećmi migrantów odpowiednio się zajmuje i języka równolegle uczy...
U nas mało takich...

Jeśli dziecko otwarte macie i bystre, historia dobrze się skończy.
Być może za pół roku nawijać już będzie, aż miło.

A co jeśli dzieci mniej zdolne macie? Albo introwertyczne?
Czy będą na tyle zdeterminowane, żeby w domu język zakuwać, lekcje po "obcemu" odrabiać i z Polską się pożegnać?

Praktyka w Niemczech wygląda tak, że dzieciom migrantów dwa lata czasu na perfekcyjne opanowanie języka się daje. Myślicie, że to dużo? Nie, to bardzo mało!
Nawet jeśli komunikatywne dzieci po pół roku już mówią i sobie na codzień radzą, nie znaczy to, że potrafią zrozumieć teksty w podręcznikach, napisać rozprawkę czy analizę wiersza.
A wy najprawdopodobniej pomóc nie będziecie potrafili...
Dzieci, które w Polsce miały świetne oceny, nagle muszą walczyć o oceny... pozytywne. Dzieci, które w Polsce zrobiłyby maturę, za granicą często po prostu uczą się zawodu, bo na maturę "języka nie wystarczy".
Oczywiście w waszym przypadku może być inaczej - jeśli odpowiednio wcześnie wyemigrujecie...

W naszej szkole spotkałam wiele dzieci emigrantów.
Jedna rodzina wróciła do Polski, bo mama pracy utrzymać nie potrafiła. Druga uczennica wróciła, bo szansy na maturę by nie miała, a w Polsce owszem. Jeden chłopiec po dwóch latach w psychiatryku wylądował, bo zapracowani rodzice z braku innych możliwości (praca, praca...) go po prostu emocjonalnie zaniedbali.
Mam jedną dziewczynkę, która od dwóch lat konsekwentnie współpracy odmawia: ani się nie uczy, ani koleżanek nie ma... tylko nadzieją na powrót do Polski żyje. A mama ciągle w pracy...

Przykłady pozytywne? Są i takie!
Rodzina z Syrii: Rodzice na kursie językowym. Dzieci otwarte, zmotywowane. W domu zawsze jest ktoś dorosły, kto się o nie troszczy, dba o to, żeby się uczyły i spełniały swoje obowiązki domowe.





Moi drodzy, nie chce wam niczego perswadować. 
Ale jeśli bijecie się z myślami, czy by nie wyemigrować, przemyślcie to jeszcze raz, czy dla pieniędzy warto opuścić przyjaciół, rodzinę, polskie otoczenie i wystawić dzieci na taki stres. Jeśli mimo to zdecydujecie się wyjechać, potraktujcie na serio powyższe wskazówki. 

Ci zaś, którzy w kraju żyć się zdecydowali, niech w Eldorado żadne nie wierzą i wiedząże zazdrościć nie ma czego. Auto, którym wasi znajomi z zagranicy pod dom swój rodzinny dumnie podjeżdżają, nierzadko opłacone ciężką pracą poniżej własnych kwalifikacji zostało (magister na zmywaku). Być może jako wyraźnie używane kupione zostało. Albo w leasingu jest... Tydzień na nartach zasygnalizowany na fejsbuku w rzeczywistości być może dwudniowym wypadem do znajomych był... Własny dom starą klitką socjalną być może, urządzoną kosztem najtańszym...
Nikt tego nie wie! Bo opowiadać można wiele, jeśli daleko się mieszka i nikt sprawdzić tego nie może...

A nawet jeśli wszystko prawda to, co mówią... w życiu za wszystko płacić trzeba. Jeśli nie pracą niegodną, to czasu brakiem, samotnością, barierą językową czy po prostu życiem na granicy dwóch krajów i dwóch kultur. 
Każdy cenę jakąś płaci.... Być może ty tego nie dostrzegasz, 
bo widzisz, że ten Jurek z Kryśką tacy szczęśliwi za granicą i "za nic by nie wrócili"... Ale czy tak było od samego początku? Może oni cenę swoją już potrójnie zapłacili, o czym ty pojęcia nie masz?

***

O cenie emigracji poczytajcie tutaj 
O życiu na pograniczu kultur i języków tutaj.


Kommentare:

  1. No cóż, kiedyś być może pokiwałabym głową nad tym postem, pomyślała chwilę, a potem i tak doszła do wniosku, że jednak spróbuję, bo skoro wszyscy, to i ja...
    A dziś, kiedy 1,5 roku mieszkania na obczyźnie już dawno za mną czuję, jakbyś dokładnie wszystkie moje spostrzeżenia przelała na papier. Tylko, że ja z tych, którzy chcieli zostać na stałe, język znałam ja i mój mąż, więc oprócz pokazania, gdzie jest urząd taki czy taki, nikt nam w niczym nie musiał pomagać. A i tak myślałam, że zwariuję. Mieszkając tam dopiero zaczęłam doceniać, że gdziekolwiek w Polsce jestem, czy w sklepie, czy w urzędzie, nie muszę najpierw tłumaczyć sobie w głowie "jak to będzie po ichniemu", tylko wszystko wychodzi naturalnie, bez zastanawiania się, czy na pewno o to chodziło pani w okienku...no takie głupoty, drobnostki, a zaczęły mi uprzykrzać życie. Nasza córka miała 2 lata kiedy wyjeżdżaliśmy i z każdym dniem coraz bardziej nie chciałam zapisywać jej do tamtejszej szkoły. Wróciliśmy nie dlatego, że nam "nie poszło", choć w opinii większości pewnie tak to wyglądało. Wróciliśmy, bo stwierdziliśmy, że nasze miejsce jest jednak w PL, ze wszystkimi jej wadami i absurdami. No ale przynajmniej mogliśmy się o tym przekonać na własnej skórze, a tak pewnie do dziś zastanawialibyśmy się, czy nie lepiej byłoby wyjechać.

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. U mnie tez na poczatku strasznie ciezko bylo. Obco. Ciagle cwiczenie zdan w glowie, zanim cokolwiek wydusilam z siebie... Tesknota za Polska jest wieksza niz to sobie wyobrazic mozna.... Takze dokladnie rozumiem o czym piszesz....

      Löschen
  2. Ech... ja z tych, co emigracji "przyjąć" nie mogą... W Austrii jeszcze jakoś funkcjonowałam, tu nie. Środowiska nie mogę zaakceptować (ani oni jakoś nas) i to będzie mu7siało się wiązac z decyzjami, takimi, aby odżyć. A w PL często czuje się "jakby w Polsce mieszkali to by..." Nie wiem co by było i a czego by nie było, a rozmówcy często gloryfikują (nawet najbliżsi) nasze życie (dopóki nie przyjadą i nie poczują). Jak pisałam o niedogodnościach życia tu, to miałam wrażenie, że nie podobało się to wielu. A tak jest - jedym jest dobrze w PL innym poza, jednym jest źle poza PL innym na emigracji. Trzeba szuakć swojego miejsca a nie podążać za innymi. Pozdrawiam.

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Jak sie nie zylo na emigracji, to nie ma sie najmniejszego pojecia, jakie to trudne. Bo zwykle powierzchownie sie ocenia, pieniadze sie widzi, dobrobyt, latwiejsze zycie.... tesknoty za krajem na zdjeciach nie widac... trudnosci kulturowych tez nie....

      Löschen
  3. Och jak ja dokładnie wiem o czym piszesz.. Niestety tak to wygląda. Ktoś kto nie żył za granicą nie zrozumie na czym to polega. Gdy my wracaliśmy to niemal wszyscy pukali się w głowy co my robimy, że tam tak fajnie. Fajnie i niefajnie. Życie z problemami takimi jak i w Polsce, choć finansowo łatwiej, wygodniej... no ale pieniądze to nie wszystko. Skoro mogliśmy sobie finansowo zaszaleć z powrotem to zrobiliśmy to. I choć pierwszy rok w Polsce był straszny i wiele razy myślałam, że to się nie uda, że wrócimy bo ja jednak nie umiem.. to już jest ok, jest dobrze i w pewnym sensie dumna z nas jestem, że odważyliśmy się wrócić. Bardzo wartościowy tekst Hieno, pozdrawiam!

    AntwortenLöschen
  4. witaj!
    pisałam wcześniej komentarz ale z telefonu i coś go nie widzę...

    Twój post dał mi dużo do myślenia.Świetnie napisany, to jedno, ale przede wszystkim treść. Czuję dogłębnie o czym piszesz, zdanie "Brak znajomości języka jest przyczyną samotności." Zainspirowało mnie bardzo, aż sama napisała o tym post na swoim blogu.

    Myślę, ze Szwecja i Niemcy sa trochę podobne pod tym względem - mało kto opanował te języki w szkole, w przeciwieństwie do angielskiego. Ale i inne, bo w Szwecji wszystko da się zrobic po angielsku, każdy urząd ma nawet formularze w tym języku...
    Jednego nie da się zrobić po angielsku - poznać kultury, wgryźć się w społeczeństwo, poczuś się jego częścią.

    bardzo dobry post jak dla mnie

    pozdrawiam!!! (herzlische Grusse czy jakoś ta\k to było ;))

    P.S. piękne zdjęcia!

    AntwortenLöschen