środa, 22 kwietnia 2015

Kreta zachodnia - co warto zobaczyć?


Jeśli właśnie hotel na Krecie wybieracie i zdecydować się nie możecie, posłuchajcie dobrej rady: Celujcie na lotnisko Chania i wybierajcie hotel w tej okolicy - najlepiej Kissamos. Dlaczego? Po tej stronie wyspy znajdziecie najładniejsze plaże. I to tutaj najwięcej uroczych zakątków.



Rethimno. Miasta Krety wschodniej przekreśliłam na wieki wieków. Postanowiłam, że żadna siła nieziemska nie zdoła mnie do dużego miasta greckiego zaciągnąć... No ale trafiłam do Rethimno. W przewodnikach opisywane jakoś tak nijako - jako duchowe centrum wyspy z fakultetem filozoficznym... No, bardzo interesujące... ;-)
No ale się wybraliśmy...
Port wygląda jak... Phantasia Land... albo Disneyland.
Domy kolorowo pomalowane, uliczki czyste, ładnie wybrukowane, zadbane sklepiki, restauracje na każdą kieszeń i TE kluby, w których bywa owa filozoficzna ;o) elita. Kluby na promenadzie nadmorskiej  w dzień przepełnione, z klimatem, no... raje studenckie.
Rodziny z dziećmi mogą wykupić wycieczki statkiem pirackim z odpowiednią przygodą piracką. Nie testowaliśmy, ale takim statkiem, to chyba nawet dla zdjęć warto się wybrać ;o)





Klasztor Moni Arkadi. Miejsce, w którym czas nie płynie...
Wchodzisz i przepadasz. Po podwórku leniwie wałęsają się koty. Na ławeczce jakiś pop rozmowy duchowe prowadzi z petentem. W cerkwi wiekowa babcia bez ręki świece zmienia...
Posiedziałoby się dłużej...
















Marulas. Miasteczko w weneckim stylu odnowione przez inwestorów zagranicznych. Nie brzydkie. Ale wg nas szkoda czasu specjalnie do niego skręcać. Jedźcie dalej!



Eleftherna. Miasteczko obejmujące kilka domów i jakieś 3 tawerny. Nic więcej. Jeśli akurat jest się w okolicy, to można by do takiej tawerny na kawę zajechać. Tudzież na kilka zdjęć, bo kulisy są fajne. Ale żeby specjalnie jechać, to raczej nie...





Archea Eleftherna. Ciekawe miasteczko z ruinami starożytnymi, do których trzeba się udać polną drogą. Kto jest nastawiony na siedzenie w aucie, krótki wyskok na zdjęcia i dalszą jazdę, chyba powinien minąć to miasteczko. Dla bardziej ambitnych - oraz dzieciatych (bo dziecko też się wybiegać musi) - fajna sprawa!



Spili. Prawosławne seminarium duchowne z nowoczesnym, wzorcowym kościółkiem i wspaniałymi kulisami do zdjęć.










Wąwóz Kotsifou. W drodze na plażę Elafonisi. Nagle droga się zwęża, skały nie dają oddychać, a w ścianę górską wciśnięty jest mały, przydrożny kościółek. Inne spojrzenie na prawosławną pobożność. Zamiast ikonostazu (tradycyjnej ściany z ikonami) - tutaj zaledwie mały murek i kilka malutkich ikonek. Skromna improwizacja pełna ducha.










Asomatos. Nie przegapcie! Muzeum osobliwości. Pewien pop zbierał przez lata całe co popadnie. I uzbierał. Zrobiło się z tego małe muzeum o oryginalnym klimacie i kulturalnym zabarwieniu ;o) 
Wjeżdżasz do leniwej wioski i zanim się obejrzysz, wyjeżdżasz z niej ;o) Wracasz. Zostawiasz auto na parkingu i idziesz szukać na piechotę. Muzeum papy Michalisa znajduje się w "uliczkach", ale szybko je znajdujemy. Od razu wiemy, że to "to". Jak Hundertwasser wygląda co najmniej:
Żywe, dzikie kolory, czachy kozłów ozdabiające taras, dzwonki, jakieś wisiory... jak po drugiej stronie lustra. Sara potrząsa dzwonem, bo wstępu nie ma u kogo zapłacić.
Przychodzi. Syn popa. Bo pop umarł. Szczęśliwie mówi po niemiecku i angielsku.
Najpierw rzucamy się na ekspozycję i stwierdzamy, że niewielka raczej. Ale nie ważne. Sara tłucze stare telefony, bo po raz pierwszy widzi, że kiedyś tarcze się kręciło. Zachwycona. Kręci, kręci, w biuro się bawi, właściciel z nią....




















Muzeum jest małe, wychodzić się nie chce, więc zasiadamy na kawę. I w taki leniwy dzień łatwo z właścicielem porozmawiać, wypytać o życie na Krecie, o religię, kryzys, rzeczy warte zobaczenia...



Frangokastello. Czy warto? Nie wiem. Przez przypadek na plażę zajechaliśmy. Bezludnie, spokojnie, fajnie. Ale czy w sezonie podobnie sielankowo? Oto jest pytanie...





Wąwóz Imbros. Ponoć najłatwiejszy do przejścia z dziećmi. Tak informowali nas renciści przebywający w kawiarni u papy Michalisa ;-) Z braku czasu nie przetestowaliśmy.  Przejechaliśmy bokiem podziwiając wąwóz z góry. 
Zajeżdżając autem do miasteczka, w którym wąwóz się kończy, można zostawić auto na parkingu i miejscową taksówką, która tylko czeka na skinienie turysty, dojechać do początku trasy. Tym samym po przejściu trasy wsiadamy do własnego auta i odjeżdżamy w siną dal.




Chania. Przejechaliśmy kilkakrotnie nie zatrzymawszy się tak naprawdę. A szkoda. Można by zajść do meczetu czy chociażby do portu...







Klasztor Moni Chrisoskalitissa. W pobliżu plaży Elafonisi.
Prawie opuszczony... Dwóch popów na jakimś nabożeństwie przyłapaliśmy, psa ujadającego i pana jakiegoś niespełna zmysłów, zaglądającego nam natarczywie do auta przez wszystkie drzwi :D
Jak mówił syn papy Michalisa, w klasztorze ludu brak. Popy sami się modlą... Nie wiedząc, czy lud ciekawski przyglądać nabożeństwu się może, uciekliśmy po prostu :) 






PS. Uwaga dla tych z was, którzy decydują się na wynajęcie auta na lotnisku! Podróżujący do lotniska Chania, którzy bukują auto już z domu przez internet, mają do wyboru Avis, Sixt i Hertz. Enterprise - mimo zapewnień w internecie - nie ma stoiska na lotnisku! Jest za to pan z tabliczką, który zaprasza klientów do minibusa i wywozi ich 4 km od lotniska, gdzie dopełniane są formalności i następuje wypożyczenie auta. Oznacza to stratę czasu średnio 1 godz... 

Więcej o Krecie zachodniej - tutaj TUTAJ możecie poczytać o atrakcjach Krety wschodniej.

2 komentarze:

  1. Kościółek wciśnięty pod skałę - mistrzostwo świata!!!
    Chętnie odwiedziłabym też Rethimno i seminarium w Spili (bajeczne kolory na tym dziedzińcu!)
    Czekam jeszcze na te warte grzechu plaże :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale pięknie! Zawsze chciałam się wybrać na Kretę... :)

    OdpowiedzUsuń