środa, 3 czerwca 2015

Dla fanów gimnastyki sportowej


Mistrzostwa landu RLP za nami.
Dla dzieci w wieku Sary to najważniejsze zawody w roku.
Finał finałów. Bałam się ich.
Bałam się, że Sara wyląduje gdzieś na szarym końcu.
Nie dlatego, że w nią nie wierzę.
To nie to... To konkurencja z profesjonalnych klubów gimnastycznych. 
Chodzi tu o konkurencję, która realnie "produkuje" olimpijki.
Większość "ich" dzieci prędzej czy później należy do kadry landu, 
a potem co niektóre do kadry narodowej. 
No i Sara... z wiejskiego klubu, wspomagana treningiem indywidualnym. 
Koń by się uśmiał. ;o)

Odbyłyśmy szybką rozmowę uświadamiającą, ż
tym razem medalu nie będzie. Nasza wiejska trenerka dodała nam otuchy... 
że przecież Sara nie zawsze musi być w czołówce. 
Najważniejsze, że będzie na tak ważnych zawodach, 
zdobędzie doświadczenie i będzie się dobrze bawić. 
Sara rozmyśla i pyta, czy piąte miejsce byłoby ok? 
Ok? To by było fantastycznie! 
Zdumiewające, ile dzieci w tym wieku mają wiary w siebie!

No i pojechałyśmy. Po godzinie dotarłyśmy na miejsce.
Konkurencja - w dresach klubowych, w dużych grupach.
To nie to co my: Jedne jedyne z klubu... 
bo więcej naszych dzieci nie wyrobiło normy, więc się nie zakwalifikowało...
Ja struchlałam. Po Sarze to spłynęło.

Zaczęła się rozgrzewka. I tu było już na co patrzeć.
Zsynchronizowane ćwiczenia, dyscyplina, perfekcyjne skoki...

Sara była przedostatnia w kolejce.
Kiedy w końcu zaczęły się zawody, z tych nerwów zaczęłam notować wyniki innych dziewczynek. Żeby się przygotować psychicznie na finał. I wyniki Sary. 
Ćwiczenia wolne poszły jej fajnie. Tylko skok do szpagatu za niski. Cały punkt jej zabrali... 
Skok na materace - dobry, wysoki, daleki. Wysoka ocena.
Poręcze... niby ok, ale bez najważniejszego elementu, którego Sara nie zdołała się jeszcze nauczyć, a za który było mnóstwo punktów. Niska ocena...
I na koniec równoważnia, która zdecydowała o wszystkim. Bo wystarczy spaść - i już jeden punkt odejmują. Albo jak za krotko się jaskółkę czy stanie na rękach zrobi - też punkty lecą.
Sara miała jedno zachwianie. Bardzo wysoka ocena... 



Po ostatnim ćwiczeniu punkty wszystkich dzieci podliczyłam.
Wyszło mi, że Sara mizernie wypadła w porównaniu do konkurencji. Więc kiedy wyszły na ogłoszenie wyników, nawet nie przyszło mi do głowy, żeby to sfilmować. 
Pomyślałam, że zrobię parę zdjęć, bo filmować ostatnich miejsc nie ma co. No i wyobraźcie sobie: Stoję z tym aparatem, ustawiam się... Pierwsze trzy miejsca zostały wyczytane. 
Czwarte miejsce... koleżanka Sary z treningu indywidualnego.  Uważana powszechnie za niebywały talent. Pokiwałam głową - wiadomo było, że znajdzie się w czołówce. Czytają 5. miejsce.
I wywołują Sarę...
W tym momencie nie wiedziałam za co najpierw chwytać. Przecież zupełnie nie byłam na to przygotowana. Filmu nie było już jak kręcić. Zdjęcia? Z tego miejsca, w którym stałam, Sara była przysłonięta... To może słać sms-y w świat? No mówię wam: euforia.



Okazało się, że przy pisaniu punktów innych zawodniczek pomyliłam je ze sobą i wyszły mi nierealne wyniki...

Zawody się skończyły, emocje opadły... choć...
Sara powyciągała wszystkie medale i do tej pory bawi się w ogłoszenie wyników ;o)

W przypływie dobrej energii wykuła na pamieć dwa ćwiczenia na przyszły rok. Motywacja sięga zenitu. Codziennie w moim biurze gra muzyka do ćwiczeń wolnych. Codziennie lampa dudni o flik-flaków wykonywanych na dywanie między regałami. I codziennie są nerwy, jak coś nie wyjdzie. Ale poddanie się nie wchodzi w rachubę...


Na koniec filmik dla fanów:



5 komentarzy:

  1. Kiedyś już Ci pisałam, że dech mi zapiera, kiedy oglądam te wszystkie dzieciaki wyczyniające takie rzeczy, o których ja mogłam tylko pomarzyć. Nie wiem od czego to zależy, myślę, że może od strachu, który zawsze odczuwałam nawet przy zwykłym skoku przez kozła, więc patrząc teraz na Sarę siedzę tylko i niesamowicie ją podziwiam. No i zazdroszczę ogromnie, najbardziej tej odwagi, która poparta ogromnym talentem pozwala jej robić te wszystkie cuda.
    Gratuluję jej z całego serca! Patrząc na pierwsze filmiki, które wstawiałaś i patrząc na te teraz, wydaje się, jakby minęło z 10 lat co najmniej, od kiedy zaczęła ćwiczyć. Niesamowicie się rozwija i jeśli tak dalej pójdzie, to spełni się ta moja przepowiednia, że jeszcze na olimpiadach będę ją podziwiać :))
    I Tobie gratuluję, bo ja wiem ile trzeba zaangażowania rodzica, aby dziecko mogło poświęcać się w pełni swojej pasji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie - az trudno to ogarnac, ze tyle sie nauczyla, jak sie widzi te jej skromne poczatki :D

      Usuń
    2. Dla mnie nawet te początki, to już był poziom HARD ;))

      Usuń
  2. Brawo. Równoważnia poszła wspaniale, idealnie. Trudne skoki, brawo.
    Dodajesz mi otuchy, bo nas tego typu zawody czekają już w ten weekend. Z nerwów już mi jest słabo. Majka nie opanowała wszystkich obowiązkowych elementów i też się martwię, że będzie na końcu. Trzymajcie za nas kciuki 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ba! Bardzo mocno trzymamy kciuki! Doskonale rozumiem ten stres :*

      Usuń